LISTA POSTÓW

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Simon Luft. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Simon Luft. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 grudnia 2012

Mówiłem, że to prawda? Kłamałem.

Simon Timothy Luft
radca prawny • menadżer/ sekretarz/agent • 30 lat

Drogi Boże. Piszę do Ciebie, ponieważ muszę Ci się do czegoś przyznać. Czasami zapominam o Twoim istnieniu. Nie wiem, czy to dobrze i czy tak należy. Właściwie nie jestem również pewien tego, czy mój ateizm nie przeważa nad restrykcyjnym wychowaniem chrześcijańskim, ani czy tłumaczenie, jakie Ci teraz przedstawiam, coś dla mnie znaczy, niemniej jednak wiedz, że zapominam o Tobie tylko wtedy, gdy czytam dzieła młodych, utalentowanych pisarzy, lub gdy wgłębiam się w mój ranking gorących aktorek, którym piszę wspólny scenariusz, z rolą obsadzoną zawsze u mego boku. Chwilowo to oni stają się wtedy moim Bogiem. W gruncie rzeczy nie żałuję, ale mimo to - przepraszam.

- Simon Luft dla magazynu Love Hate Press (grudzień 2012) 

Chcesz prawdy? Ludzie przez większość życia gonią za białym, zapisanym w świadomości zbiorowej, króliczkiem - tak zwanym sukcesem, osiąganym rzadko i niejednokrotnie z czystego przypadku - który wydaje się im jedynym sposobem na osiągnięcie szczęścia. Widzą jego cień, czasem kawałek puchatej nóżki. Są pewni tego, że za chwilę go złapią i... nie łapią go wcale. Właśnie tak. Ta słodka złośliwość losu to ich jedyna rzeczywistość. Biegną za nim, by gdzieś przy końcu zdać sobie sprawę z tego, że mimo podstawowego założenia nigdy nie przyjdzie im wytargać go za długie, zaróżowione uszyska. Tak działa prawo grupy. Jeden na setkę osiąga szczęście. Jeden z tej setki, prowadzony przez świadomość zwycięstwa, zapomina o jego sensie. Ważne jest jednak to by nie pędzić za tym, co wspólne, czy wysyłane z modelu świadomości zbiorowej. Istotne jest budzenie świadomości indywidualnej. Bez tego można zapomnieć o pułapie szczęścia. Mylenie wyobrażenia zbiorowego ze strefą emocjonalną to błąd, o którym zapomina się nie łatwo i w nie krótkim czasie. Oddzielenie świata zewnętrznego od pola wewnętrznych przeżyć to jeszcze nie syndrom pełnego egoizmu, a jedynie zalążek nowego, lepszego światopoglądu. Własnego. 
Dystans, umyślnie trzymany do ludzi nieświadomych własnych możliwości, choć graniczący z chłodem emocjonalnym, nie ma w sobie nic, co mogłoby uczynić z człowieka kogoś gorszego, jedynie mniej przewidywalnego. Ten niby szary mieszkaniec-racjonalista, trzymający swoje racje blisko siebie, przedstawia sobą typ osoby niezłamanej żadnymi zasadami. Nie przejmuje się niesprawiedliwością bytu, frustrującym prawem, rządzącym światem lub, co gorsza, wymaganiami stawianymi przez społeczeństwo, w które wdrążył się niejeden nieśmiertelnik, nieświadom roli jaką przyszło mu odegrać - cudownego syna, fantastycznego przyjaciela, idealnego partnera na lata trwałego związku. Beznadziejnego protektora ludzkiej (nie)uczciwości. 
Indywidualista (w przeciwieństwie do pozostałych) wie, kim jest. Jest sobą. I to mu wystarcza. Nie chce być nikim więcej. Nie pragnie sławy, rozgłosu. Nie interesuje się modą, trendami (nawet jeśli często z dóbr luksusu korzysta). Nie wdrąża się w świat pełen przekupstwa i fałszu. Bo nade wszystko ceni sobie prawdę. I taki jest też Simon. Nie daje się wciągnąć w skomplikowane mechanizmy społeczne przy których zatraca się siebie. Nie przypomina w niczym pociąganej ze wszystkich stron za sznurki marionetki, prędzej sam odgrywa rolę wprawnego lalkarza, czym nigdy się nie chełpi. Trzeba bowiem wspomnieć, że jeśli już to robi, zwykle nie z chęci manipulowania innymi, a bardziej z wrodzonej umiejętności przyciągania do siebie ludzi, którzy pozostają przy nim najczęściej ze względu na jego świątynny spokój i opanowanie. Całe to zjawisko przeczy jego naturze samotnika, aczkolwiek nie wyklucza jej całkowicie - chodzi wśród nich, choć nie jest jednym z nich - tak najłatwiej wytłumaczyć osobliwość tejże relacji.
Ma w sobie sporą dawkę pokory, choć przyćmioną przez pewność siebie, typową dla siebie specyfikę działań oraz świeżość czasem niezrozumianych przez ogół społeczeństwa idei, będących podstawą jego niezachwianego światopoglądu. Ciągłe intuicyjne podkreślanie własnej indywidualności sprzyja budzeniu zainteresowania wśród płci pięknej, acz, również ku ich rozczarowaniu, Simon chowa się we własnej skorupie przekonań, w której to romanse i zauroczenia, jako wartość przodująca u niektórych, u niego plasują się ledwie na podpince listy. 
Nie jest świadomy własnej seksualności, bo i nigdy nie szukał zaspokojenia w tchnieniu miłości, mimo to budzi erotyczny głód zawsze wtedy, gdy spodziewa się tego najmniej. I nigdy nie odpowiada z równą zachłannością. Ponad doznania cielesne stawia sobie chwilowo spełnienie duchowe (także pracę), nie szukając go w rozmowie z drugim człowiekiem. Jako artystyczna dusza i promotor książek, znajduje je w przepływie myśli, przelewanych zgrabnie czarnym atramentem na białe karty recenzowanych dzieł. Nigdy drukiem, choć ostatecznie do niego sprowadzane przez wydawnictwo, w jakim pracuje. Zresztą temu poświęca się do reszty, w przerwach między tym znajdując jeszcze czas na stanowisko radcy prawnego w kancelarii kolegi. O, tak, niepoprawny z niego pracoholik, jeszcze gorszy mecenas przyjaźni, miłości, czy jakichkolwiek, długoterminowych obligacji. Jedynym wyjątkiem stanowi dla niego nie do końca sklasyfikowana więź z Lesterem, któremu, ku własnemu zdziwieniu, oddał się do reszty.

Do Adama: Przyznam szczerze, że nie lubię szukać zdjęć, więc jeśli znajdziesz inne fotografie, które bardziej odpowiadają Twoim wyobrażeniom Simona, zawsze możesz zwrócić się z prośbą o zmianę. Mi wizerunek jest obojętny.

Do wszystkich: Witam na blogu i mam nadzieję, że współpraca przy blogowaniu jakoś Nam się ułoży. ;) Zaznaczam, że nie preferuję pustych pytań o propozycję pisania. Jeżeli masz prawdziwą chęć na konwersację z Simonem to i znajdziesz w sobie na tyle kreatywności i zaangażowania, by zacząć wątek. W ramach konieczności mogę podrzucić pomysł na wspólną relacje, bądź okoliczności spotkania.

Na zdjęciach: Anthony Gastelier