LISTA POSTÓW

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sasha S.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sasha S.. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 maja 2013

Staring at the bottom of your glass


Hoping one day you'll make a dream last
But dreams come slow and they go so fast
You see her when you close your eyes
Maybe one day you'll understand why
Everything you touch, oh it dies


Sasha Wiera Siemionow


Musi być do wyboru, 
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło. 
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby. 
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare, 
Czarne, wesołe, bez powodu pełne łez. 
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie. 
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi. 

I bądź tu mądrym człowieku... Zaśpiewałabym balladę o sobie, ale nie potrafię śpiewać. Napisałabym wzniosły wiersz, ale nie potrafię pisać. Wystawiłabym sztukę, opowiadającą o moim życiu, ale nie potrafię. 
Nie lubię cofać się do historii. Co było, minęło. Niektóre chwile chciałabym zatrzymać na dłużej, nadal się nimi delektować. Innymi momentami swojego życia się brzydzę. Nie mogę zrozumieć, jakim cudem upadłam tak nisko. Nie zależało mi. Może nadal nie zależy? Pierdolnięta Ruska z brytyjskim akcentem, o to kim jestem. Córka słabej kobiety i despotycznego jegomościa, nie szanującego wartości rodzinnych. Jak u licha, miałabym wyrosnąć na odpowiedzialną osobę, mającą ideały, wyznającą pewne na ogół szanowane wartości, wierzącą w marzenia i spełniającą krok po kroku swój mały, życiowy plan? 

Próbuję wyrwać się z otchłani szaleństwa i zacząć prawdziwe życie. Nie mogę, nie potrafię mimo tego, że na mojej ścieżce pojawia się coraz więcej Aniołów. Prawdziwych, którzy podtrzymują mnie na swoich skrzydłach. Nie chcę przywiązywać się do nikogo, lecz uzależnienie od ludzi staje się coraz silniejsze, jest prawdziwym narkotykiem. O dziwo, dobrym. Chciałabym kiedyś uśmiechnąć się do kogoś, myśląc o tym, jaki piękny mamy dziś dzień. Nie wiem, czy doczekam się tej chwili, ale wierzę w to. Wierzę również w to, że więcej razy się nie stoczę. 

Nie jestem kimś, kogo pokochasz od razu, nie wierzę w duperele od pierwszego wejrzenia. Wierzę w to, że seks zbliża do siebie ludzi, że pocałunki są magiczne, że dotyk czyiś dłoni na ciele może przynieść ukojenie. Warkocz w kolorze jasnego blondu, błękitne oczęta, szczupła sylwetka. Sto siedemdziesiąt centymetrów, nieco więcej już kilogramów, nieśmiały, niepewny uśmiech. Roziskrzone, ciekawskie spojrzenie. Jedno jest pewne, pojawiła się chęć do życia. Do zmiany na lepsze. A co z tym idzie - coraz więcej lęków, obaw, coraz więcej oporu, którego kiedyś nie było. Ale kto powiedział, że życie jest proste?



Dwadzieścia cztery lata ♦ Właścicielka dumnej kotki ♦ Urzędująca w niewielkiej kawalerce ♦
 Hetero z odchyłami  ♦ Kelnerka w klubie "Placebo" ♦ Próbująca nie wrócić do nałogu ♦
Dwukrotny pobyt na odwyku ♦ Ruska z angielskim akcentem


Słaba, ale udźwignie. 
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała. 
Czyta Jaspera i pisma kobiece. 
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most. 
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda. 
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem, 
własne pieniądze na podróż daleką i długą, 
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej. 
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona. 
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi. 
Albo go kocha albo się uparła. 
Na dobre, na niedobre i na litość boską


Formalności i sprawy techniczne.
Tytuł i cytat na samej górze pochodzą z piosenki Passenger - Let her go, wiersz pani Wisławy Szymborskiej - "Portret Kobiecy", buźka: Lauryn Holmquist. Nie zabijajcie. Nie będę już kombinować z postaciami. Serio. 
A proszę usunąć Julkę z linków. 


poniedziałek, 3 grudnia 2012

Aspiracje mam za małe, w telewizji wielka dupa









Sasha Wiera Siemionow

Dwadzieścia cztery lata
Właścicielka czarnego kocura

Urzędująca w niewielkiej kawalerce
Hetero z odchyłami 

Pracująca w supermarkecie
Próbująca nie wrócić do nałogu
Ruska


POWIĄZANIA || POSTY



Musi być do wyboru, 
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło. 
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby. 
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare, 
Czarne, wesołe, bez powodu pełne łez. 
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie. 
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi. 
Słaba, ale udźwignie. 
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała. 
Czyta Jaspera i pisma kobiece. 
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most. 
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda. 
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem, 
własne pieniądze na podróż daleką i długą, 
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej. 
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona. 
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi. 
Albo go kocha albo się uparła. 
Na dobre, na niedobre i na litość boską





I bądź tu mądrym, człowieku... Zaśpiewałabym balladę o sobie, ale nie potrafię śpiewać. Napisałabym wzniosły wiersz, ale nie potrafię pisać. Wystawiłabym sztukę, opowiadającą o moim życiu, ale nie potrafię. 
Nie lubię cofać się do historii. Co było, minęło. Niektóre chwile chciałabym zatrzymać na dłużej, nadal się nimi delektować. Innymi momentami swojego życia się brzydzę. Nie mogę zrozumieć, jakim cudem upadłam tak nisko. Nie zależało mi. Może nadal nie zależy? Pierdolnięta Ruska z brytyjskim akcentem, o to kim jestem. Córka słabej kobiety i despotycznego jegomościa, nie szanującego wartości rodzinnych. Jak u licha, miałabym wyrosnąć na odpowiedzialną osobę, mającą ideały, wyznającą pewne na ogół szanowane wartości, wierzącą w marzenia i spełniającą krok po kroku swój mały, życiowy plan? 

Spłodzono mnie w Rosji, urodziłam się w Anglii, tam dorastałam, rozpoczynając spadanie w dół. Brakowało mi skrzydeł, brakowało wiary. Dalej brakuje. Wygonili mnie z domu, ojciec mnie wygonił. Matka zmarła, kiedy miałam piętnaście lat. Brat nadal egzystuje tam, gdzie musi, pod presją Ivana, dupczy macochę i włóczy się po nocach. Nie jestem lepsza od niego, nigdy nie byłam, chociaż to on wciągnął mnie w to piekło. Małomówna egoistka. Nie myślą o innych, bo nie mam na to czasu. Chciałabym nieco lepiej myśleć o sobie, znaleźć czas na to, aby ułożyć swoje nędzne życie. Miernota. Gdyby za całokształt naszych uczynków, słów, gestów dostawalibyśmy oceny, tak jak w szkole, nie zasługiwałabym nawet na jedynkę.

Zniknęłam. Znowu. Mroczny świat wołał, zostałam wepchnięta w otchłań i przez pół roku nie umiałam wyjść na prostą. Nie umiałam stanąć na nogach. Luki w pamięci, czarne plamy przed oczyma, wymiociny dookoła, czyjaś ręka na moim brzuchu, rozchylone, spierzchnięte wargi... Mogłoby się wydawać, że umarłam. Że nie dostanę pomocy. Ale dostałam. Uczepiłam się Go, jak rzep psiego ogona i nieważne, że muszę teraz płacić za tę pomoc z nawiązką. Przynajmniej żyję, pracuję, mam dach nad głową. Jego dach nad moją głową. Jego podłoga jest moim sufitem. Słyszy wszystko, obserwuje i przychodzi. Nie mogę jednak narzekać. Gdyby nie On, już by mnie tutaj dawno nie było. Ale często niemy krzyk wyrywa się z mojego gardła, często błagam o inną pomoc.

Żyję nadal. Próbuję wyrwać się z otchłani szaleństwa i zacząć prawdziwe życie. Nie mogę, nie potrafię mimo tego, że na mojej ścieżce pojawia się coraz więcej Aniołów. Prawdziwych, którzy podtrzymują mnie na swoich skrzydłach. Nie chcę przywiązywać się do nikogo, lecz uzależnienie od ludzi staje się coraz silniejsze, jest prawdziwym narkotykiem. O dziwo, dobrym. Chciałabym kiedyś uśmiechnąć się do kogoś, myśląc o tym, jaki piękny mamy dziś dzień. Nie wiem, czy doczekam się tej chwili, ale wierzę w to. Wierzę również w to, że więcej razy się nie stoczę. 

Nie jestem kimś, kogo pokochasz od razu, nie wierzę w duperele od pierwszego wejrzenia. Wierzę w to, że seks zbliża do siebie ludzi, że pocałunki są magiczne, że dotyk czyiś dłoni na ciele może przynieść ukojenie. Warkocz w kolorze jasnego blondu, błękitne oczęta, wychudzona sylwetka. Sto siedemdziesiąt centymetrów, o wiele za mało kilogramów, brak uśmiechu, brak iskierek w oczach. Jedno jest pewne, pojawiła się chęć do życia. Do zmiany na lepsze. A co z tym idzie - coraz więcej lęków, obaw, coraz więcej oporu, którego kiedyś nie było. Ale kto powiedział, że życie jest proste?





Błąkam się po nocnych klubach
Słowa nie chcą stać się ciałem
Za daleko się posuwam
Ochujałem, ochujałem

Nie ma zasad, nie ma mądrych
Pije po to, by zapomnieć
Każdy musi w życiu zbłądzić
Nie chcesz już przychodzić do mnie

Kiedy walę aż do zrywki
Tracę film z twoim udziałem
Całym światem kręcą dziwki
Ochujałem, ochujałem

Nic nie robię, walę "głupa"
Aspiracje mam za małe
W telewizji wielka dupa





witam ponownie, po raz setny chyba... nie mogę obiecać, że będę tutaj codziennie, ale Sasha ma w sobie coś takiego, że żyć bez niej nie potrafię.     
Wątki? Powiązania? Jak najbardziej.
Kontakt: prudish.pornstar@gmail.com
Na zdjęciach: Lauryn Holmquist
Wiersz: Wisława Szymborska - Portret Kobiecy
Piosenka: Poparzeni Kawą Trzy - Ochujałem

piątek, 1 czerwca 2012

Afiliacje

Caleb Clayton

Bo wiecie... To miała być znajomość jedna z wielu. Taka, jak wszystkie inne. Alkohol, głośny klub, seks w akademiku i do widzenia. Ale nie wyszło. Nie umiałam przed nim uciekać. Troszkę się uczepił, ale jestem mu za to wdzięczna. Dzięki niemu uśmiechnęłam się po raz pierwszy od wielu lat i skłonna byłam do śmiechu. 
Tak jakby był wszystkim. Ale nie musi o tym wiedzieć. Ja też nie powinnam. Rozczula mnie widok, kiedy upaćka się ketchupem z McDonalda, zalewa mnie przyjemne ciepło, kiedy oddaje mi swoją bluzę. Głupi. 
Bo jeszcze się w nim zakocham... 
                    Przecież już to zrobiłaś...



Rodion Siemionow

Człowiek, za którym tęsknię, do którego piszę maile, kiedy tylko znajdę czas. Moja prawdziwa połówka. Brat, bez którego ciężej mi się oddycha, bez którego łatwiej się poddaję. Przez te wszystkie lata prosiłam go tylko o jedno - żeby przyjechał. Nie zrobił tego.
Pierdol się, Rodia. 
    





Brandi Jones


Tylko ona chce nazywać drożdżówkę moim imieniem. Albo ciasto. Saszka - truskawkowy wypiek Brandi. Jest kimś, w kim chciałabym mieć przyjaciela. Nie znam jej zbyt dobrze, ale wiem jedno - jest czuła i pełna ciepła, zdążyłam to poczuć na własnej skórze. Przygarnia mnie do siebie na każdej imprezie, czasami dokarmia, raz nawet przytuliła. I rozmawia. Przy niej nie boję otworzyć ust. Przy niej lubię mówić.