Amelie Claire Morel
(przyszła pani Henderson)
(przyszła pani Henderson)
Czy o niej słyszałeś? Mało prawdopodobne. Czy kojarzysz skądś tą roześmianą twarzyczkę? Równie mało jest ku temu możliwości. Nawet jeśli przemówi przez ciebie niejasne wrażenie, że i owszem, może kiedyś ją widziałeś, to jednak nie potrafisz z niczym powiązać, skojarzyć z niczym ważnym, szczególnym?
Nic w tym dziwnego. O niej się nie pisze, nie słyszy, nie czyta. Jeszcze nie.
Nic w tym dziwnego. O niej się nie pisze, nie słyszy, nie czyta. Jeszcze nie.
Ale to tylko kwestia czasu. Chwili, aż zrobi się o niej naprawdę głośno.
Sukces jest już tuż, tuż.
Sukces jest już tuż, tuż.
"Może dlatego wydaję ci się szczęśliwy, ponieważ cieszę się tym,
co mam, a nie tęsknię za tym, czego nie mam."
To dwudziestodwuletnia młodsza projektantka u znamienitej pary holenderskich kreatorów mody- Victor&Rolf. Rodowita Francuzka, a dokładniej Paryżanka. Córka wybitnych prawników, siostra niejakiego Gasparda. Sprawująca pieczę nad małym Lucasem. Zakochana po uszy w przystojnym panu architekcie, zwanym przez nią panem H., z którym to szczęśliwie przyszło jej mieszkać. Przyszła panna młoda.
Urodzona optymistka, niepoprawna marzycielka, która potrafi najskrytsze pragnienia zamienić w namacalną rzeczywistość. Spokojna, dobrze ułożona, grzeczna, momentami nieśmiała, a przy tym niezwykle otwarta, pogodna, zarażająca swoim radosnym nastawieniem i promiennym uśmiechem na malinowych wargach. Wszystko ma zawsze doskonale zaplanowane, tak by zrobić możliwie najwięcej w przeciągu każdego dnia, choć czasem ciągnie ją do spontaniczności. Nie znosi nudy, marnotrawienia cennego czasu na nicnierobienie. Gaduła. Pani, której wszędzie pełno. Chętna do zabaw, imprez, szaleństw, ale tylko w granicach rozsądku i pewnych norm etycznych. Zagorzała przeciwniczka znajomości na jedną noc. Bezsprzeczna romantyczka.
I oto jest. Wesołym krokiem maszeruje przez Kolveniersburgwal, a zaciekawione spojrzenie jej szmaragdowych tęczówek wodzi dookoła. Nieznajomym przechodniom posyła przyjazne uśmiechy, czasem zachichocze radośnie, obróci się wkoło, by znów kroczyć dalej. Włosy niedbale powiewają na wietrze, z ramienia zsuwa się za duży podkoszulek z osobliwym nadrukiem płyty winylowej, którą przyozdabiają liczne kleksy i małe kryształki, mieniące się w słońcu kolorami tęczy, dzieło samej Amelie. Na stopach dumnie prezentują się Conversy koloru ecru, podczas gdy nogi ledwo co zakrywa idealnie dopasowany, opinający chudziutkie ciało denim, w postaci ulubionych, lekko startych szortów. Poznajesz? Nie sposób przeoczyć ją w tłumie.
Pierwsze co dostrzegasz to nogi, niesamowicie długie. Ich właścicielką jest dziewczyna z figurą modelki, której włosy mienią się różnymi kolorami- raz stają się bardziej brązowe, innym razem w słońcu połyskują blond pasemka, a przecież zdaje się, że wszystkie pasma włosów mają jeden odcień. Potem zdajesz sobie sprawę, dlaczego właściwie zwróciłaś na nią uwagę. Była ubrana tak nietuzinkowo, całkiem inaczej od rzeszy wszystkich studentek. I chociaż traktujesz to jako ciekawe doświadczenie, musisz przyznać, że taki eksperyment, związany z podobnym zestawieniem ubrań wcale nie jest zły. Co więcej nieznajoma wygląda w nim naprawdę dobrze. Dochodzisz więc do wniosku, iż kiedyś sama odważysz się na podobny strój. Wtedy właśnie zostajesz obdarowana wesołym, jakże przyjaznym uśmiechem intrygantki, która w biegu zniknie zaraz w drzwiach uczelni.
"Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób."
Był dom jak z bajki; wspaniałe ubranka i zabawki, spełniane niemal każde zachcianki; nie było rodziny. Tysiące zadań i obowiązków do wypełnienia, by zabić czas, by nie było chwil na myślenie nad uczuciami. Na szczęście był starszy brat, z którym można było pożartować, powygłupiać się i sprawiać psikusy innym. Była też babcia, zawsze wszystkim zainteresowana i sprawująca pieczę nad nieokiełznanym rodzeństwem Morel.
Potem przyszła szkoła, kolejne obowiązki i cele, by tylko nie było momentu bezczynności. Był dom, wielki i wspaniały, pusty całymi dniami. Niczym hotel, miał swoich gości tylko nocą. I jak gości hotelu, jego mieszkańców nie łączyły zbyt silne więzi. Czasem tylko zdarzyła się przelotna rozmowa, wymienienie uprzejmościami, ktoś zaoferował podwózkę na zajęcia, ktoś upomniał o odrobieniu lekcji. Potem przychodziły wakacje, okres, kiedy budynek szczycił się jeszcze większą samotnością; czas, który rodzeństwo spędzało u babci w Hadze- magicznym mieście, pełnym czułości i rodzinnego ciepła, mieście spełnionych marzeń i wiecznej radości.W rezultacie dom, nie był tak naprawdę domem. Nie spełniał żadnego z kryteriów by móc go tak nazwać. Był tylko pięknym dziełem znamienitej pary architektów, niemal żywym pomnikiem sztuki. A mimo to pamiętał, pamiętał wszystko, gdy chodziło o losy rodziny Morel.
Doskonale zapadły mu w pamięci piętnaste urodziny Amelie, gdy w jego progach pojawiła się szykowna dama, kobieta, która była tutaj tylko dwa razy. Ten był trzeci. I zmienił wszystko.
Pamiętał dziewczęcy pisk, pełen radości i zachwytu, nieprzespaną noc, poranne szykowanie się do wyjścia z chrzestną na wielką chwilę- pierwszy pokaz mody w życiu panienki Morel. Wróciła z niego jeszcze bardziej podekscytowana, z oczami, aż błyszczącymi z oczarowania widzianymi kreacjami, uśmiechem nieznikającym z twarzy przez dobry tydzień. Po tygodniu pojawiła się jej nowa, najlepsza przyjaciółka- pierwsza maszyna do szycia. Dzieliły razem wzloty i upadki, niejedną nieprzespaną noc spędzoną tylko we dwie; czasem w ciszy, czasem wtórując muzyce sączącej się z głośników.
Tak mijały lata, z pozoru spokojnie, w bardzo ułożony, zaplanowany wręcz sposób. Amelie dorastała, Gaspard stawał się coraz bardziej pewny siebie, uparty, męski. Zaczął panować chaos, pojawiły się pierwsze kłótnie, które szybko skończyć się nie miały; pierwsze poważne kłopoty. A mimo to, natenczas przypadł największy tryumf Amelie, choć nie podzielał go żaden z członków jej rodziny. Młoda, zapalona projektantka, dostała się na wakacyjny staż w pracowni Rolanda Moureta!
Niedługo później Gaspard wyjechał, chcąc cieszyć się niezależnością. Stał się tym złym synem, tematem tabu. Wtedy też, wszystko spadło na barki młodziutkiej artystki, której również zarzucano zły wybór swojej przyszłej edukacji. W rezultacie i ona uciekła.
Co stało się z domem?
Teraz też stoi sam, pusty i samotny. Rodzeństwo Morel świeci tryumfy w Amsterdamie, a ich rodzice dalej traktują go wyłącznie, jako miejsce cieszące oczy i duszę, piękną budowlę uświęcającą swoją obecnością paryskie przedmieścia, nic poza tym. W zadbanym ogrodzie nie mieszkają już wróżki, nie tętni on już taką radością jak niegdyś. Zimna posadzka zachwyca pięknym wzorem, a mimo to przeraża swoim chłodem, który tchnie zarówno od niej, jak i każdej ściany budynku. Cisza, przejmująca cisza, która napawa serce niepokojem.
Ponoć za piękno drogo się płaci.
Bez wątpienia w tym wypadku cena była zbyt wysoka.
Potem przyszła szkoła, kolejne obowiązki i cele, by tylko nie było momentu bezczynności. Był dom, wielki i wspaniały, pusty całymi dniami. Niczym hotel, miał swoich gości tylko nocą. I jak gości hotelu, jego mieszkańców nie łączyły zbyt silne więzi. Czasem tylko zdarzyła się przelotna rozmowa, wymienienie uprzejmościami, ktoś zaoferował podwózkę na zajęcia, ktoś upomniał o odrobieniu lekcji. Potem przychodziły wakacje, okres, kiedy budynek szczycił się jeszcze większą samotnością; czas, który rodzeństwo spędzało u babci w Hadze- magicznym mieście, pełnym czułości i rodzinnego ciepła, mieście spełnionych marzeń i wiecznej radości.W rezultacie dom, nie był tak naprawdę domem. Nie spełniał żadnego z kryteriów by móc go tak nazwać. Był tylko pięknym dziełem znamienitej pary architektów, niemal żywym pomnikiem sztuki. A mimo to pamiętał, pamiętał wszystko, gdy chodziło o losy rodziny Morel.
Doskonale zapadły mu w pamięci piętnaste urodziny Amelie, gdy w jego progach pojawiła się szykowna dama, kobieta, która była tutaj tylko dwa razy. Ten był trzeci. I zmienił wszystko.
Pamiętał dziewczęcy pisk, pełen radości i zachwytu, nieprzespaną noc, poranne szykowanie się do wyjścia z chrzestną na wielką chwilę- pierwszy pokaz mody w życiu panienki Morel. Wróciła z niego jeszcze bardziej podekscytowana, z oczami, aż błyszczącymi z oczarowania widzianymi kreacjami, uśmiechem nieznikającym z twarzy przez dobry tydzień. Po tygodniu pojawiła się jej nowa, najlepsza przyjaciółka- pierwsza maszyna do szycia. Dzieliły razem wzloty i upadki, niejedną nieprzespaną noc spędzoną tylko we dwie; czasem w ciszy, czasem wtórując muzyce sączącej się z głośników.
Tak mijały lata, z pozoru spokojnie, w bardzo ułożony, zaplanowany wręcz sposób. Amelie dorastała, Gaspard stawał się coraz bardziej pewny siebie, uparty, męski. Zaczął panować chaos, pojawiły się pierwsze kłótnie, które szybko skończyć się nie miały; pierwsze poważne kłopoty. A mimo to, natenczas przypadł największy tryumf Amelie, choć nie podzielał go żaden z członków jej rodziny. Młoda, zapalona projektantka, dostała się na wakacyjny staż w pracowni Rolanda Moureta!
Niedługo później Gaspard wyjechał, chcąc cieszyć się niezależnością. Stał się tym złym synem, tematem tabu. Wtedy też, wszystko spadło na barki młodziutkiej artystki, której również zarzucano zły wybór swojej przyszłej edukacji. W rezultacie i ona uciekła.
Co stało się z domem?
Teraz też stoi sam, pusty i samotny. Rodzeństwo Morel świeci tryumfy w Amsterdamie, a ich rodzice dalej traktują go wyłącznie, jako miejsce cieszące oczy i duszę, piękną budowlę uświęcającą swoją obecnością paryskie przedmieścia, nic poza tym. W zadbanym ogrodzie nie mieszkają już wróżki, nie tętni on już taką radością jak niegdyś. Zimna posadzka zachwyca pięknym wzorem, a mimo to przeraża swoim chłodem, który tchnie zarówno od niej, jak i każdej ściany budynku. Cisza, przejmująca cisza, która napawa serce niepokojem.
Ponoć za piękno drogo się płaci.
Bez wątpienia w tym wypadku cena była zbyt wysoka.
"Nie możesz pytać 'dlaczego', gdy chodzi o miłość ."
Znając oboje wiesz, że więcej ich dzieli niż łączy, a ich relacja z logicznego punktu widzenia nie powinna w ogóle istnieć. Nie pytaj więc 'dlaczego', bo nie uzyskasz odpowiedzi, żadne z nich nie potrafiłoby jej udzielić. Dobrze im jednak razem, bo pomimo rozlicznych różnic pod względem charakteru, jak i własnych upodobań, czerpią od siebie to co najlepsze, ucząc się wzajemnej tolerancji.
Amelie poza panem H. świata nie widzi, dla niego gotową będąc nawet do największych poświęceń, jak chociażby rezygnacja z kariery w wielkim i wspaniałym świecie mody. Na pierwszy rzut oka, od razu widać, że sprawę traktuje nad wyraz poważnie, bo i uczucie jakim darzy mężczyznę jest czymś niezwykłym, wyjątkowym w jej przekonaniu. Pierwszy raz w życiu panienka Morel doświadcza czegoś podobnego. I bez wahania skłonna jest przyznać, że to coś naprawdę pięknego, coś z czym nie ma najmniejszej ochoty się rozstawać, a raczej z największą rozkoszą wiecznie trwałaby w tym słodkim stanie upojenia. Skrycie marzy, że tak też właśnie będzie. A póki co, wszystko wskazuje na to, że i to marzenie się spełni.
Te mniej istotne kwestie kształtujące osobę Amelie:
- zafascynowana dogłębnie kulturą Korei i Chin;
- uwielbia przepiękne melodie wyjęte wprost z filmów, tak jak i twórczość Yirumy, a do tego, jak każda młoda osóbka bawi się przy aktualnych hitach muzycznych, całym sercem kochając również dobrego, klasycznego rocka;
- w kółko, z jednakowym zapałem, mogłaby oglądać "Pół żartem, pół serio" z Marylin Monroe;
biegle wysławia się w języku francuskim, angielskim, holenderskim i koreańskim;
- miłośniczka kawy, jak i zielonej herbaty, choć nade wszystko preferuje owoce, w szczególności kokosy i wszystko co z nimi związane;
- skrycie marzy o tatuażu;
- gdy chodzi o modę i wygląd, to nagle w tej łagodnej duszyczce budzi się prawdziwy demon, a ona sama potrafi być bezwzględna na tym polu, nie szczędząc z krytyką;
- od niedawna pojętna uczennica tajników tańca brzucha.
Ci najważniejsi|| Spisane na kartach historii|| Galeria
[Ja za to powracam z nową kartą, w moim mniemaniu lepszą. Tradycyjnie też nowy wizerunek Amelki, zobaczymy na jak długo ;)
Wątki, jak wiadomo, na każde jestem chętna, tak jak i wszelakie powiązania, dzięki którym jest ciekawiej. Melki bać się rzecz jasna nie należy, bo to duszyczka nad wyraz towarzyska.
Cytaty z "Anny Kareniny" Tołstoja.
podaję gg: 25589009, ktoś chce, potrzebuje, czy mu się nudzi- śmiało pisać!
*08.06.2013- znalazłam urokliwe fotki na tumblru, więc Melcia ma nowy wizerunek. Cóż jednak poradzę, tak ładne i urokliwe, że oprzeć się nie mogłam :> Pasują do Amelki prawda?
Twarzyczki zaś mi nieznane, ot, ładne buzie, których w internecie pełno.]
Cytaty z "Anny Kareniny" Tołstoja.
podaję gg: 25589009, ktoś chce, potrzebuje, czy mu się nudzi- śmiało pisać!
*08.06.2013- znalazłam urokliwe fotki na tumblru, więc Melcia ma nowy wizerunek. Cóż jednak poradzę, tak ładne i urokliwe, że oprzeć się nie mogłam :> Pasują do Amelki prawda?
Twarzyczki zaś mi nieznane, ot, ładne buzie, których w internecie pełno.]


















