LISTA POSTÓW

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amelie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amelie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 14 maja 2013

Elle est p'tet seulement différente des autres...

Amelie Claire Morel
(przyszła pani Henderson)

Czy o niej słyszałeś? Mało prawdopodobne. Czy kojarzysz skądś tą roześmianą twarzyczkę? Równie mało jest ku temu możliwości. Nawet jeśli przemówi przez ciebie niejasne wrażenie, że i owszem, może kiedyś ją widziałeś, to jednak nie potrafisz z niczym powiązać, skojarzyć z niczym ważnym, szczególnym?
Nic w tym dziwnego. O niej się nie pisze, nie słyszy, nie czyta. Jeszcze nie. 
Ale to tylko kwestia czasu. Chwili, aż zrobi się o niej naprawdę głośno.
Sukces jest już tuż, tuż.

"Może dlatego wydaję ci się szczęśliwy, ponieważ cieszę się tym, 
co mam, a nie tęsknię za tym, czego nie mam."

To dwudziestodwuletnia młodsza projektantka u znamienitej pary holenderskich kreatorów mody- Victor&Rolf. Rodowita Francuzka, a dokładniej Paryżanka. Córka wybitnych prawników, siostra niejakiego Gasparda. Sprawująca pieczę nad małym Lucasem. Zakochana po uszy w przystojnym panu architekcie, zwanym przez nią panem H., z którym to szczęśliwie przyszło jej mieszkać. Przyszła panna młoda.
Urodzona optymistkaniepoprawna marzycielka, która potrafi najskrytsze pragnienia zamienić w namacalną rzeczywistość. Spokojna, dobrze ułożona, grzeczna, momentami nieśmiała, a przy tym niezwykle otwarta, pogodna, zarażająca swoim radosnym nastawieniem i promiennym uśmiechem na malinowych wargach. Wszystko ma zawsze doskonale zaplanowane, tak by zrobić możliwie najwięcej w przeciągu każdego dnia, choć czasem ciągnie ją do spontaniczności. Nie znosi nudy, marnotrawienia cennego czasu na nicnierobienie. Gaduła. Pani, której wszędzie pełno. Chętna do zabaw, imprez, szaleństw, ale tylko w granicach rozsądku i pewnych norm etycznych. Zagorzała przeciwniczka znajomości na jedną noc. Bezsprzeczna romantyczka.

I oto jest. Wesołym krokiem maszeruje przez Kolveniersburgwal, a zaciekawione spojrzenie jej szmaragdowych tęczówek wodzi dookoła. Nieznajomym przechodniom posyła przyjazne uśmiechy, czasem zachichocze radośnie, obróci się wkoło, by znów kroczyć dalej. Włosy niedbale powiewają na wietrze, z ramienia zsuwa się za duży podkoszulek z osobliwym nadrukiem płyty winylowej, którą przyozdabiają liczne kleksy i małe kryształki, mieniące się w słońcu kolorami tęczy, dzieło samej Amelie. Na stopach dumnie prezentują się Conversy koloru ecru, podczas gdy nogi ledwo co zakrywa idealnie dopasowany, opinający chudziutkie ciało denim, w postaci ulubionych, lekko startych szortów. Poznajesz? Nie sposób przeoczyć ją w tłumie.

Pierwsze co dostrzegasz to nogi, niesamowicie długie. Ich właścicielką jest dziewczyna z figurą modelki, której włosy mienią się różnymi kolorami- raz stają się bardziej brązowe, innym razem w słońcu połyskują blond pasemka, a przecież zdaje się, że wszystkie pasma włosów mają jeden odcień. Potem zdajesz sobie sprawę, dlaczego właściwie zwróciłaś na nią uwagę. Była ubrana tak nietuzinkowo, całkiem inaczej od rzeszy wszystkich studentek. I chociaż traktujesz to jako ciekawe doświadczenie, musisz przyznać, że taki eksperyment, związany z podobnym zestawieniem ubrań wcale nie jest zły. Co więcej nieznajoma wygląda w nim naprawdę dobrze. Dochodzisz więc do wniosku, iż kiedyś sama odważysz się na podobny strój. Wtedy właśnie zostajesz obdarowana wesołym, jakże przyjaznym uśmiechem intrygantki, która w biegu zniknie zaraz w drzwiach uczelni.

"Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób."

Był dom jak z bajki; wspaniałe ubranka i zabawki, spełniane niemal każde zachcianki; nie było rodziny. Tysiące zadań i obowiązków do wypełnienia, by zabić czas, by nie było chwil na myślenie nad uczuciami. Na szczęście był starszy brat, z którym można było pożartować, powygłupiać się i sprawiać psikusy innym. Była też babcia, zawsze wszystkim zainteresowana i sprawująca pieczę nad nieokiełznanym rodzeństwem Morel. 
Potem przyszła szkoła, kolejne obowiązki i cele, by tylko nie było momentu bezczynności. Był dom, wielki i wspaniały, pusty całymi dniami. Niczym hotel, miał swoich gości tylko nocą. I jak gości hotelu, jego mieszkańców nie łączyły zbyt silne więzi. Czasem tylko zdarzyła się przelotna rozmowa, wymienienie uprzejmościami, ktoś zaoferował podwózkę na zajęcia, ktoś upomniał o odrobieniu lekcji. Potem przychodziły wakacje, okres, kiedy budynek szczycił się jeszcze większą samotnością; czas, który rodzeństwo spędzało u babci w Hadze- magicznym mieście, pełnym czułości i rodzinnego ciepła, mieście spełnionych marzeń i wiecznej radości.W rezultacie dom, nie był tak naprawdę domem. Nie spełniał żadnego z kryteriów  by móc go tak nazwać. Był tylko pięknym dziełem znamienitej pary architektów, niemal żywym pomnikiem sztuki. A mimo to pamiętał, pamiętał wszystko, gdy chodziło o losy rodziny Morel.
Doskonale zapadły mu w pamięci piętnaste urodziny Amelie, gdy w jego progach pojawiła się szykowna dama, kobieta, która była tutaj tylko dwa razy. Ten był trzeci. I zmienił wszystko.
Pamiętał dziewczęcy pisk, pełen radości i zachwytu, nieprzespaną noc, poranne szykowanie się do wyjścia z chrzestną na wielką chwilę- pierwszy pokaz mody w życiu panienki Morel. Wróciła z niego jeszcze bardziej podekscytowana, z oczami, aż błyszczącymi z oczarowania widzianymi kreacjami, uśmiechem nieznikającym z twarzy przez dobry tydzień. Po tygodniu pojawiła się jej nowa, najlepsza przyjaciółka- pierwsza maszyna do szycia. Dzieliły razem wzloty i upadki, niejedną nieprzespaną noc spędzoną tylko we dwie; czasem w ciszy, czasem wtórując muzyce sączącej się z głośników. 

Tak mijały lata, z pozoru spokojnie, w bardzo ułożony, zaplanowany wręcz sposób. Amelie dorastała, Gaspard stawał się coraz bardziej pewny siebie, uparty, męski. Zaczął panować chaos, pojawiły się pierwsze kłótnie, które szybko skończyć się nie miały; pierwsze poważne kłopoty. A mimo to, natenczas przypadł największy tryumf Amelie, choć nie podzielał go żaden z członków jej rodziny. Młoda, zapalona projektantka, dostała się na wakacyjny staż w pracowni Rolanda Moureta!
Niedługo później Gaspard wyjechał, chcąc cieszyć się niezależnością. Stał się tym złym synem, tematem tabu. Wtedy też, wszystko spadło na barki młodziutkiej artystki, której również zarzucano zły wybór swojej przyszłej edukacji. W rezultacie i ona uciekła.
Co stało się z domem?
Teraz też stoi sam, pusty i samotny. Rodzeństwo Morel świeci tryumfy w Amsterdamie, a ich rodzice dalej traktują go wyłącznie, jako miejsce cieszące oczy i duszę, piękną budowlę uświęcającą swoją obecnością paryskie przedmieścia, nic poza tym. W zadbanym ogrodzie nie mieszkają już wróżki, nie tętni on już taką radością jak niegdyś. Zimna posadzka zachwyca pięknym wzorem, a mimo to przeraża swoim chłodem, który tchnie zarówno od niej, jak i każdej ściany budynku. Cisza, przejmująca cisza, która napawa serce niepokojem.
Ponoć za piękno drogo się płaci.
Bez wątpienia w tym wypadku cena była zbyt wysoka.


"Nie możesz pytać 'dlaczego', gdy chodzi o miłość ."

Znając oboje wiesz, że więcej ich dzieli niż łączy, a ich relacja z logicznego punktu widzenia nie powinna w ogóle istnieć. Nie pytaj więc 'dlaczego', bo nie uzyskasz odpowiedzi, żadne z nich nie potrafiłoby jej udzielić. Dobrze im jednak razem, bo pomimo rozlicznych różnic pod względem charakteru, jak i własnych upodobań, czerpią od siebie to co najlepsze, ucząc się wzajemnej tolerancji.
Amelie poza panem H. świata nie widzi, dla niego gotową będąc nawet do największych poświęceń, jak chociażby rezygnacja z kariery w wielkim i wspaniałym świecie mody. Na pierwszy rzut oka, od razu widać, że sprawę traktuje nad wyraz poważnie, bo i uczucie jakim darzy mężczyznę jest czymś niezwykłym, wyjątkowym w jej przekonaniu. Pierwszy raz w życiu panienka Morel doświadcza czegoś podobnego. I bez wahania skłonna jest przyznać, że to coś naprawdę pięknego, coś z czym nie ma najmniejszej ochoty się rozstawać, a raczej z największą rozkoszą wiecznie trwałaby w tym słodkim stanie upojenia. Skrycie marzy, że tak też właśnie będzie. A póki co, wszystko wskazuje na to, że i to marzenie się spełni.

Te mniej istotne kwestie kształtujące osobę Amelie:
- jak przystało na energiczną osóbkę, którą roznosi energia, Amelie z zapałem biega o poranku, a czasem i wieczorem; wybierze się też na basen, czy z przyjemnością trochę się porozciąga;
- zafascynowana dogłębnie kulturą Korei i Chin;
- uwielbia przepiękne melodie wyjęte wprost z filmów, tak jak i twórczość Yirumy, a do tego, jak każda młoda osóbka bawi się przy aktualnych hitach muzycznych, całym sercem kochając również dobrego, klasycznego rocka;
- w kółko, z jednakowym zapałem, mogłaby oglądać "Pół żartem, pół serio" z Marylin Monroe;
biegle wysławia się  w języku francuskim, angielskim, holenderskim i koreańskim;
- miłośniczka kawy, jak i zielonej herbaty, choć nade wszystko preferuje owoce, w szczególności kokosy i wszystko  co z nimi związane;
- skrycie marzy o tatuażu;
- gdy chodzi o modę i wygląd, to nagle w tej łagodnej duszyczce budzi się prawdziwy demon,  a ona sama potrafi być bezwzględna na tym polu, nie szczędząc z krytyką;
- od niedawna pojętna uczennica tajników tańca brzucha.




[Ja za to powracam z nową kartą, w moim mniemaniu lepszą. Tradycyjnie też nowy wizerunek Amelki, zobaczymy na jak długo ;)
Wątki, jak wiadomo, na każde jestem chętna, tak jak i wszelakie powiązania, dzięki którym jest ciekawiej. Melki bać się rzecz jasna nie należy, bo to duszyczka nad wyraz towarzyska. 
Cytaty z "Anny Kareniny" Tołstoja.
podaję gg: 25589009, ktoś chce, potrzebuje, czy mu się nudzi- śmiało pisać!
*08.06.2013- znalazłam urokliwe fotki na tumblru, więc Melcia ma nowy wizerunek. Cóż jednak poradzę, tak ładne i urokliwe, że oprzeć się nie mogłam :> Pasują do Amelki prawda?
Twarzyczki zaś mi nieznane, ot, ładne buzie, których w internecie pełno.]

wtorek, 27 listopada 2012

Elle est p'tet seulement différente des autres...


Amelie Claire Morel

Dwudziestojednoletnia studentka na wydziale mody w Gerrit Rietveld Academy. Młodociana krawcowa, stażystka u znamienitej pary projektantów Victor&Rolf
Pochodząca z rodziny prawniczej Amelie przyszła na świat  27 maja 1991 roku w Paryżu. Pomimo usilnych nakłonień do kontynuowania rodzinnej tradycji i wybrania się na studia prawnicze Amelie skończyła w Szkole Artystycznej i to nie byle gdzie, lecz w Amsterdamie, do którego wręcz przyszło jej uciekać z ukochanego miasta miłości i stolicy mody. Zamieszkała wraz z marnotrawnym bratem gdzieś na obrzeżach miasta, który tak jak i jego nieposłuszna siostra postanowił studiować przedmiot zupełnie odmienny od prawa- architekturę. Szybko jednak wyszło na jaw, że wspólne życie pod jednym dachem jest dla rodzeństwa Morel czymś niewykonalnym. Amelie spakowała więc co prędzej swoje manatki i przeprowadziła się do wspaniałomyślnej przyjaciółki Evy Smit, wierząc, że przynajmniej w kobiecym towarzystwie uda jej się spokojnie pomieszkać. Niestety, tym razem, to panience Morel przyszło spotkać się z porzuceniem. Eva wyjechała, nagle i niezapowiedzianie, zostawiając Amelie mieszkanie. Panienka Morel nie narzeka jednak na samotność. Na pewno nie od czasu, gdy w jej życiu pojawił się pewien przystojny architekt, zwany przez nią panem H. A niedługo później do najbliższego grona Amelie dołączył również urokliwy chłopiec, syn jej bliskiej przyjaciółki- Narcisse, o wdzięcznym imieniu Lucas

Belive Dreams Come True, Because They do.

Od dnia narodzin Amelie faktem oczywistym było, iż przed państwem Morel stoi nie lada wyzwanie- zaciekawione spojrzenie, wesoły uśmieszek na maleńkich wargach i nieustannie wierzgające nóżki zapowiadały, iż nie będą mieli do czynienia ze spokojnym dzieckiem. Pomimo obiekcji rodziców, których marzeniem była dwójka  ułożonych, cichych pociech, to jednak przekorny los pokrzyżował im plany, zmuszając do opieki nad wcale nie łatwym rodzeństwem. Mimo to, zarówno dwuletni Gaspard, jak i wszystkie pielęgniarki były pod urokiem tej małej, wesołej osóbki, która przez swój krótki pobyt w szpitalu zdążyła zaskarbić sobie sympatię znacznej części tamtejszego personelu i stać się ukochaną dziewczynką na oddziale, nawet jeśli nie wypowiedziała ani jednego słowa.
Niestety zapracowani rodzice nie mieli czasu, ani dla malutkiej Amelie, ani dla jej starszego brata Gasparda, którym od najmłodszych lat towarzyszyły przeróżne niańki, mające przed sobą prawdziwea wyzwanie, bowiem ta nierozłączna dwójka wprost kochała płatać kobietom figle. Kiedy przyszedł czas na szkołę, wtedy "opiekuńczy" rodzice postanowili zafundować rodzeństwu rozliczne zajęcia dodatkowe, sprawiając, iż w tygodniu nie było czasu w zasadzie na nic, a przepiękna posiadłość rodziny Morel była zamieszkiwana w zasadzie wyłącznie w nocy, kiedy to wszyscy domownicy przychodzili zaznać choć odrobiny snu. Basen, tenis, retoryka, balet, francuski, koreański, nauka rysunku, wprawdzie wykańczały coraz starszą Amelie, ale mimo to nie traciła swojego optymizmu, ani wesołego uśmiechu, wciąż uwielbiając płatać rozliczne żarty pomocy domowej. W pełni żyła dopiero w czasie wakacji, które wraz z bratem często spędzali u babci w Hadze. Dzięki niej nauczyli się holenderskiego, a sama Amelie również wyniosła z domu babki umiejętność szycia i gotowania, podczas gdy Gaspard uwielbiał urządzać przemeblowania w domu starszej kobiety, a także modernizować ich domek na drzewie.
Życie płynęło ustalonym rytmem, choć w iście dynamicznym tempie, do czasu 15 urodzin panienki Morel, kiedy to po raz pierwszy ciotka zabrała ją na pokaz mody, w ramach spóźnionego prezentu urodzinowego od chrzestnejCiotka Margaux była prawdziwą fashionistką, tylko jak na porządnie zarabiającą prawniczkę przystało miała mało czasu, a już na pewno nie marnowała go w towarzystwie młodocianych, niewyżytych istot, których wprost nie znosiła. Tym razem, tknięta wyrzutami sumienia, postanowiła sprawić taki oto prezent swojej chrześnicy. Nie mogła lepiej trafić. Amelie była zafascynowana tymi kolorowymi tkaninami, które upięte w iście niekonwencjonalny sposób, robiły piorunujące wrażenie na widzu. To był właśnie moment, kiedy młodziutka Amelie Morel zdała sobie sprawę z tego co pragnie robić w życiu.
Do wakacji w zasadzie nie zajmowała się niczym innym, jak tylko szyła i projektowała coś w każdej wolnej chwili. Ponieważ jej umiejętności nadal nie były najlepsze, starała się coraz bardziej, wkładając w to zarówno więcej pracy, wysiłku, jak i czasu. A kiedy przyszła upragniona przerwa od szkoły, dzięki znajomościom udało jej się popracować przez trochę w niewielkim butiku. Dzięki swoim umiejętnościom, a także rozlicznym kontaktom udało jej się w krótkim czasie rozsławić miejsce, co bez wątpienia było znaczącym dokonaniem w jej początkowej karierze w branży modowej. Każdego kolejnego lata pięła się coraz wyżej, a tuż przed rozpoczęciem studiów na wymarzonym wydziale udało jej się spędzić 4 miesiące w atelier Rolanda Moureta! Nawet jeśli pomagała tylko przy błahostkach, Amelie doskonale zdawała sobie sprawę, że każde doświadczenie jest znaczące.
Niestety na czas największych sukcesów przyszło jej się zmierzyć z dotkliwym doświadczeniem, a mianowicie rozłąką z bratem, który zdecydował się studiować w Amsterdamie to na co miał ochotę, a nie mieszkać w Paryżu i być terroryzowanym przez rodziców. Jak się jednak okazało sama Amelie niedługo wytrzymała w Paryżu, choć uczęszczała do jednej z najlepszych Szkół Artystycznych na świecie. Presja jaką wywierali na niej rodzice faktycznie była nie do zniesienia. Po roku zdecydowała przenieść się do Holandii i zamieszkać wraz z bratem, a do sukcesu dążyć o własnych siłach, dzięki talentowi i zdolnościom, a nie poprzez koneksje rodzinne.

I oto jest. Wesołym krokiem maszeruje przez Kolveniersburgwal, a zaciekawione spojrzenie jej szmaragdowych tęczówek wodzi dookoła. Nieznajomym przechodniom posyła przyjazne uśmiechy, czasem zachichocze radośnie, obróci się wkoło, by znów kroczyć dalej. Włosy niedbale powiewają na wietrze, z ramienia zsuwa się za duży podkoszulek z osobliwym nadrukiem płyty winylowej, którą przyozdabiają liczne kleksy i małe kryształki, mieniące się w słońcu kolorami tęczy, dzieło samej Amelie. Na stopach dumnie prezentują się Conversy koloru ecru, podczas gdy nogi ledwo co zakrywa idealnie dopasowany, opinający chudziutkie ciało denim, w postaci ulubionych, lekko startych szortów. Poznajesz? Nie sposób przeoczyć ją w tłumie.

Pierwsze co dostrzegasz to nogi, niesamowicie długie. Ich właścicielką jest dziewczyna z figurą modelki, której włosy mienią się różnymi kolorami- raz stają się bardziej brązowe, innym razem w słońcu połyskują blond pasemka, a przecież zdaje się, że wszystkie pasma włosów mają jeden odcień. Potem zdajesz sobie sprawę, dlaczego właściwie zwróciłaś na nią uwagę. Była ubrana tak nietuzinkowo, całkiem inaczej od rzeszy wszystkich studentek. I chociaż traktujesz to jako ciekawe doświadczenie, musisz przyznać, że taki eksperyment, związany z podobnym zestawieniem ubrań wcale nie jest zły. Co więcej nieznajoma wygląda w nim naprawdę dobrze. Dochodzisz więc do wniosku, iż kiedyś sama odważysz się na podobny strój. Wtedy właśnie zostajesz obdarowana wesołym, jakże przyjaznym uśmiechem intrygantki, która w biegu zniknie zaraz w drzwiach uczelni.

Chyba nigdy w życiu nie uda Ci się natrafić na równie wielką optymistkę i marzycielkę, która w wręcz magiczny sposób potrafi spełniać życzenia, sprawiać, iż najskrytsze pragnienia stają się rzeczywistością. Uparta i zawzięta, skora do rywalizacji, zawsze dąży do wyznaczonych celów. Co ciekawsze, jak na ironię wraz z jej pewnością siebie i wybuchowym charakterkiem koegzystuje pogoda ducha, a wraz z nią cały szereg zainteresowań i masa pomysłów na minutę. Mimo to stara się kończyć to co zaczęła, choć nie zawsze jej to wychodzi, mając zbyt chaotyczną naturę. Przez wzgląd na dzieciństwo, idealnie zaplanowane przez rodziców, teraz bez trudu potrafi zorganizować sobie czas, tak by zdziałać możliwie wszystko co miała zamiar zrobić. Nie trudno odnaleźć w niej przyjaciółkę, choć często bywa nierozważna i szalona. Okropna gaduła, która nadzwyczaj szybko potrafi zmieniać tematy, i która jest w stanie przegadać chyba każdego; w takim wypadku przynajmniej nie trzeba obawiać ciszy w jej towarzystwie. Co ciekawe, jest często wyjątkowo naiwna, zwłaszcza gdy chodzi o relacje damsko-męskie. Wtedy też jej policzki najczęściej się rumienią, przyjmując urokliwy kolor pąsowej róży. Amelie marzy się bowiem prawdziwa miłość, na którą czeka cierpliwie, gdzie w przeciwieństwie do rówieśników, stroni od jedno nocnych przygód, związków bez zobowiązań opartych jedynie na cielesnych przyjemnościach, uważając je za bezsensowny akt upadku moralnego, pomieszany z dziką desperacją w poszukiwaniu odrobiny ciepła i czułości. Panienka Morel cierpliwie czeka na swoją bratnią duszę, widząc, że gdzieś na pewno jest i na nią czeka (a może już ją znalazła).
A nocą...
Amelie jest osobą skorą do wszelkiego typu zabaw, imprez, czy wypadów do klubów. Jako osoba towarzyska uwielbia poznawać nowych ludzi, ceni każdego nowego znajomego i stara się o nikim nigdy nie zapominać; dla każdego znajdzie czas, z każdym chętnie gdzieś wyskoczy. A trzeba przyznać, iż dziewczyna zabawić się potrafi, tak jak i rozruszać towarzystwo, choć wcale nie musi się to wiązać z krótkotrwałą utratą pamięci wskutek zbyt dużej dawki alkoholu. Amelie po prostu roznosi energia, a ona szuka sposobu, by inteligentnie ją spożytkować.
Bez wahania możesz jej jednak zaufać. Powierzonych sekretów nigdy nie wyjawia, a raczej zawsze stara się pomóc.


Ciekawostki:
nie wyobraża sobie poranka bez ćwiczeń- bez względu czy to bieganie, pływanie, czy też kilka prostych ćwiczeń rozciągających
fascynuje ją kultura dalekiego wschodu, zwłaszcza ta koreańska i chińska
kocha muzykę filmową; jest wielką fanką Yirumy- ma chyba wszelkie jego płyty i nagrania, a przy tym nie pogardzi odrobiną popu, rock'n'rolla, ani tym bardziej rockiem
uwielbia film "Pół żartem, pół serio" z Marilyn Monroe
mówi biegle w czterech językach: francuskim, angielskim, holenderskim i koreańskim
uwielbia kawę, jaki i zieloną herbatę, nade wszystko jednak kocha owoce, w szczególności kokosy
stroni od wszelkiego rodzaju używek
marzy jej się tatuaż
jeśli chodzi o modę, potrafi być okrutna na tym polu, co objawia się jawnym krytykowaniem ludzi, którzy po prostu źle wyglądają
obecnie zafascynowana tańcem brzucha, którego poczęła niedawno się uczyć

                                Powiązania                              Posty         

[ Chętna jestem na każdy wątek, na wszelkie powiązania jestem otwarta i są one mile widziane. Amelka to nad wyraz przyjazna duszyczka, więc chętnie porozmawia z każdym, a co za tym idzie, zna również nie małe grono mieszkańców Amsterdamu. Nie gryzie, nie zabija wzrokiem, nie sypia z każdym...
Jak ktoś chce się znaleźć w powiązaniach, to krzyczcie, walcie drzwiami i oknami, a także podrzucajcie zdjęcia. Tyle słowem wstępu dla niechętnych do czytania karty (co całym sercem rozumiem) :)

środa, 12 września 2012

Po dwakroć więcej radości, po trzykroć więcej łez.


          Gdyby ktoś ją zapytał, jak to się stało, w jaki sposób udało jej się tyle osiągnąć, w zasadzie z dnia na dzień, otrzymałby wręcz banalną odpowiedź-to było jak w bajce. Tak właśnie przedstawiało się jej życie od momentu zaprezentowania w dość innowacyjny sposób swojej pierwszej w historii, kompletnej, autorskiej kolekcji. W najśmielszych marzeniach nie liczyła nawet na taki sukces, jakim bez wątpienia okazało się to z pozoru drobne wydarzenie, jakie skwapliwie planowała od przeszło miesiąca. Miał być w końcu tylko pokaz, ot, odrobina zabawy, która miała na celu nie tyle zaskoczyć bywalców galerii handlowej, co pozwolić Amelie na zaprezentowanie się z jak najlepszej strony, w dodatku w dość niekonwencjonalny sposób, swoim wykładowcom, bo to na ich opinii panience Morel zależało najbardziej. Tak było jednak tylko z początku. Wystarczyło bowiem tych kilka minut, kiedy to widziała rozpromienione, zaintrygowane oblicza przypadkowych ludzi, którzy z zainteresowaniem przyglądali się jej poczynaniom, by w pełni doceniła znaczenie każdego człowieka, który poświecił jej i jej ciężkiej pracy odrobinę uwagi. W końcu w całym tym wydarzeniu chodziło o ubrania, w głównej mierze o zaprezentowanie owocu wielogodzinnych, usilnych starań i ciężkiej pracy Amelie, w drugiej zaś kolejności o dobrą zabawę.
          W ten sposób udało jej się  udowodnić, że wcale nie stanowi najsłabszego ogniwa na swoim wydziale, że nie przypadkiem związała swoją przyszłość z modą, a należało jej tylko poświęcić odrobinę uwagi. Skoro nie mogła się doprosić o posłuch wśród znamienitych profesorów, zmuszona była zainteresować resztę społeczeństwa, by przekonać się ostatecznie, czy rzeczywiście nie popełnia pomyłki studiując tą osobliwą dziedzinę sztuki. Ku uciesze panienki Morel, jej innowacyjny pomysł na pokaz w postaci flashmobu, spotkał się z niespodziewanym zainteresowaniem. Tak jak i jej przyjaciółki, które tutaj pełniły rolę modelek, choć na co dzień wiodły spokojne życie znamienitych studentek tańca. Prym jednak miała wieść jej kolekcja, której głównym znakiem rozpoznawczym oprócz delikatnych, pastelowych kolorów, miały być osobliwe nadruki i obrazki autorstwa własnego, w drugiej kolejności uwagę miał przyciągać krój.
          I kto by pomyślał, że tak wiele mogło się zmienić w przeciągu zaledwie jednego dnia? Jeszcze wczoraj była przeciętną studentką, zwykłą, kreatywną osóbką, dziewczyną zakochaną do szaleństwa, a już dzisiaj cieszyła się mianem coraz bardziej znanej i rozpoznawalnej postaci, która na dodatek miała załatwiony staż u jednych z najsławniejszych holenderskich projektantów. Viktor & Rolf. Ta marka mówiła wszystko, znaczyła nie mało, a życie pewnej paryżanki odwróciła o pełne sto osiemdziesiąt stopni, sprawiając, że stało się sto osiemdziesiąt razy szczęśliwsze.
Trzeba jej było jednak zejść na ziemię, by nie popadła przypadkiem w zbytnie upojenie własnym sukcesem i nie snuła już w zanadrzu dalekosiężnych, choć jakże wspaniałych planów. Należało twardo stąpać po ziemi i racjonalnie rozważać wszelkie propozycję. Nie wypadało również zapominać o bliskich osobach. Musiała się nieco ocucić, przestać cały czas ekscytować się tym nieprawdopodobnie pięknym snem jakim okazało się nagle jej życie. Czy to dzieje się naprawdę?
          Dlatego też zmierzała właśnie na spotkanie z Adim, który uparł się, że jako pierwszy musi pogratulować jej tego sukcesu, przekonując, że ten zaszczyt musi dotyczyć właśnie jego osoby, przez wzgląd na pewną niespodziankę i prezent, jakie jej obiecał, kiedy tylko usłyszał radosne nowiny. Początkowo nie chciała się zgodzić, bo przecież miała już zaplanowany wieczór, przecież Joshua, ale ostatecznie zmiękła, jako, że nie potrafiła być zbytnio asertywna, gdy ktoś bliski ładnie ją prosił. Obiecała mu dwie godziny, które mieli spędzić na rozmowie, piciu mrożonej kawy i buszowaniu po sklepach, w znamienitej i doskonale znanej jej  galerii handlowej, która miała niemały wkład w jej mały sukces.
          Adi czekał już w kawiarni z dwoma mrożonymi kawami, w tym jednej z syropem kokosowym przeznaczonej dla Amelie, a na widok swojej przyjaciółki uśmiechnął się szeroko, całując ją w oba policzki na powitanie.
- Gratuluję niemałego sukcesu. Victor&Rolf, Scott... powiedz moja piękna, kiedy wszyscy będziemy nosić koszulki twojego autorstwa?- ze swoim rozbrajającym, tak charakterystycznym dla niego uśmiechem, wręczył jej papierowy kubek z kawą.
- Przesadzasz...- mruknęła rumieniąc się co niemiara, zakładając przy tym kosmyk włosów za ucho, co stanowiło swoisty odruch, wyrażający zawstydzenie. Nie przywykła w końcu do przyjmowania pochwał, a już na pewno nie tak wielu, w tak krótkim przedziale czasu.
- Oh, nie sądzę. Raczej nie potrafisz dostrzec fenomenu swojej osoby. Doprawdy wszyscy szaleją na twoim punkcie.- uśmiechnął się szelmowsko, wprawiając Amelie w tylko większe zakłopotanie, po czym wyciągnął w jej stronę dłoń z niewielką torebką opatrzoną logiem Givenchy.- Proszę, to dla ciebie. Mały prezent z okazji pierwszego sukcesu.
Wolną dłonią złapała z uszy torebki i ostrożnie zajrzała do środka.
- Skąd to masz?!- z wielkim zaskoczeniem wymalowanym na twarzy spojrzała na swojego przyjaciela. T-shirt o którym tak marzyła właśnie znalazł się w jej posiadaniu. Czym sobie zasłużyła na ten znamienity prezent? 
- Powiedzmy, że mam miłych przyjaciół, a i ostatnio obracam się w przyzwoitym towarzystwie. To nic wielkiego, a wiem, że Ci zależało. Nawet jeśli ma robić tylko za piżamę
- Adi, nie musiałeś...
- To prawda, nie musiałem, ale chciałem.- ponownie posłał jej ten swój rozbrajający uśmiech, od którego mogłyby zmięknąć kolana niejednej panny, a mimo to Adi wolał czarować chłopców.- Wiele się zmieniło Amelie. Nie tylko u Ciebie.
- W takim razie opowiedz mi.- zażądała z wesołym uśmiechem na ustach, łapiąc go pod ramię, by wygodniej im było spacerować.- Opowiedz o wszystkim.
          Tak oto Amelie dane było się dowiedzieć o wszelkich miłostkach i romansach Adiego, o jego świetnie rozwijającej się karierze fryzjerskiej i wszystkich najnowszych plotkach ze świata mody. Potem przyszła kolej na nią i została szczegółowo wypytana w kwestii jej pana H. i miłości, która kompletnie przesłoniła jej obraz świata. Choć nieco zawstydzona, to jednak z uśmiechem na ustach udzieliła odpowiedzi na ustach na każde pytanie, dzieląc się swoją radością z równie szczęśliwym z życia osobnikiem co i ona. I nie wiadomo kiedy minęła pierwsza godzina ich spotkania.
          Drugą przeznaczyli na chodzenie po sklepach. Bowiem Adi uznał, a właściwie uparł się, że należy jej coś kupić na dzisiejszy wieczór. Skoro Amelie ma go spędzić ze swoim ukochanym panem H. musi wyglądać odpowiednio do wzniosłej sytuacji jakiej przyjdzie jej świętować.
- To dla Ciebie.- obwieścił jej Adi, nie tyle wręczając ile wpychając w dłonie rzeczy, a następnie kierując ją do przymierzalni.
- Ale ja...- chciała się bronić, zwłaszcza, kiedy spoglądając na ubrania jakie jej wręczył, z przerażeniem stwierdziła, że nic nie jest w jej stylu i nic jej nie pasuje. Wszystkie te rzeczy były zbyt odważne, zbyt seksowne, w ogóle nie w jej typie. Nie miała zamiaru tego w ogóle przymierzać.
- Cicho tu. Nie marudź, tylko wkładaj. Od tego się nie umiera.- uśmiechnął się jeszcze do niej, po czym zasłonił kotarę przebieralni, zostawiając ją sam na sam z rzeczami.
- Ale to nie w moim stylu...
- Nie narzekaj Amelie. Jestem pewien, że będziesz wyglądać obłędnie. Poza tym jestem pewien, że twój Joshua będzie bardzo zadowolony. Każdy mężczyzna na jego miejscu byłby. Nawet ja, chociaż jestem gejem. Powinnaś przestać być taką egoistką i sprawić mu jakąś małą przyjemność, chociażby w taki sposób. Lato się kończy moja droga. Ostatnia okazja co by pokazać nogi. 
- Ale...- jęknęła cicho, w końcu mając okazję przyjrzeć się wszystkiemu dobrze. Prostej, idealnie dopasowanej do jej szczuplutkiej figury sukience w osobliwym odcieniu bieli z srebrzystym połyskiem, niebotycznym czerwonym szpikom i równie czerwonej, koronkowej bieliźnie. Kiedy w ogóle Adi zdążył to wszystko wytropić w sklepie, ściągnąć z wieszaka i jej wręczyć? Komponowało się idealnie, tylko nie pasowało do niej ani trochę.- On wcale taki nie jest!- zaprotestowała, wychylając głowę z przymierzalni, prezentując swój gniewny i pełen oburzenia wzrok, który jednak nie wywarł na jej przyjacielu najmniejszego wrażenia.
- Każdy taki jest moja droga. Każdy. Nawet Ty, choć nie chcesz się do tego przyznać. Każdy myśli o nieprzyzwoitych rzeczach.
- Przestań.- jęknęła, czując jak jej policzki robią się czerwone, bo wyraźnie coś paliło ją na twarzy. Zawstydzenie? Prawda?
- Oh, Amelie, nie rumień się, bo doskonale wiesz, jak sprawy wyglądają. No, zakładaj to wreszcie, bo nie mamy czasu. Daj, potrzymam twoją torebkę.- zabrał od niej wspomnianą rzecz i znowu wepchnął ją do przymierzalni.- Potem się o wszystkim przekonamy.
          Pomruczała jeszcze trochę z niezadowoleniem, ale ostatecznie zaczęła się przebierać, bo tak jak wspomniał Adi, od tego przecież nie umrze. Nie musi przecież tego kupować, czy też kategorycznie może wybić taki pomysł z głowy Adiemu, gdyby przypadkiem coś mu niegodziwego wpadło do tej łepetyny. Przymierzy, pokaże mu się i będzie po sprawie. Zero bólu i nieprzyjemności.
- Jest strasznie krótka.- poskarżyła się, nieśmiało wychodząc z przebieralni i prezentując się we wspomnianej wcześniej kreacji. Z uśmiechu goszczącego na twarzy jej przyjaciela doszła do wniosku, że najwyraźniej takie zestawienie bardzo mu się podoba, choć, gdy chodziło o nią to z przyjemnością ściągała by tylko dół sukienki, by zakryć część ud, które jej zdaniem eksponowane miała aż nadto.
- Jest idealnie.- stwierdził zadowolony i nie wiadomo kiedy i jak zrobił jej zdjęcie telefon. Chciała się już poskarżyć, że tak się nie robi, że pod żadnym pozorem nie może tego komukolwiek pokazać, ale znów została brutalnie wepchnięta do przymierzalni, tym razem mając za cel przymierzenie bielizny. Przyjrzała się jej podejrzliwie, wiedząc, że czy chce czy też nie, Adi zapowiedział jej, że i tak ją dla niej kupi. Nie miała już  nic do stracenia, więc założyła na siebie ten skąpy, jakkolwiek całkiem gustowny kobiecy strój.
- Czy muszę wychodzić?
- Tak.- nie było nawet mowy, by się z nim targowała. Choć liczyła na to, że jednak zaprze się w przebieralni i nie da się wyciągnąć na zewnątrz, to i tak na nic się to nie zdało, bo Adi był silniejszy, a jej brutalnie przyszło się zmierzyć z jasnym światłem lamp i własnym odbiciem prezentującym się w wielkim lustrze na końcu korytarza z przymierzalniami. Nim zdążyła się zorientował, zostało jej zrobione kolejne zdjęcie, co zanotowała tylko po znajomym, specyficznym dźwięku aparatu w telefonie.- No, to teraz się przekonamy, czy miałem rację...
- Co ty wygadujesz...- wywróciła oczami spoglądając z powątpiewaniem na Adiego, który z chytrym uśmieszkiem na ustach robił coś na telefonie. JEJ telefonie!- Adi!- podbiegła do niego na tych niebotycznych szpilkach, pod drodze o mało co nie zaliczając gleby, kiedy to chciała zabrać mu swoją własność.
- Za późno. Za chwilę przekonamy się co też twój ukochany pan H. o Tobie sądzi. Albo raczej o twoich nowych zakupach, w których tak ładnie się zaprezentowałaś.- oświadczył z szelmowskim uśmiechem na wargach,  cały dumny z siebie.
- Oszalałeś?!- pisnęła, skacząc koło niego, by wyrwać swoją własność.- Adi! Jak mogłeś?! Oddaj to!
- Oj, już nie bulwersuj się tak. Jestem pewien, że się ucieszy...
- Żartujesz?! Joshua na pewno teraz pracuje! I w ogóle... Skąd wpadły Ci do głowy takie parszywe pomysły?! Jak możesz być taki głupi!
          Choć mężczyznę wybitnie bawiła zaistniała sytuacja, Amelie nie było wcale do śmiechu, a w oczach zatańczyły jej nawet łzy wściekłości. Ani trochę nie podobały się jej tego typu żarty, bo bała się konsekwencji jakie za sobą niosły. W jej mniemaniu Joshua wcale mógł nie być zadowolony i uznać to tylko za jakiś wybitnie głupi i parszywy wygłup, na jaki nie wiadomo czemu się porwała, coś całkiem szczeniackiego, a przecież chciała być przez niego poważnie traktowana. 
          Kiedy nagle rozdzwonił się telefon, przeraziła się nie na żarty, choć Adi wciąż był zadowolony z siebie. Z tą różnicą, że wręczył jej telefon. Wtedy też odnotowała coś dziwnego, bo numeru, który pokazywał się na wyświetlaczu, nie znała.
- Halo?
          To była chwila. Jedna, mała chwila, która całkiem zmieniła nie tylko ten dzień, ale i całe jej życie. Kilka słów, gorączkowe, pospieszne tłumaczenie, a ona, cała blada i wystraszona w pośpiechu wpadła do przebieralni, by czym prędzej założyć na siebie swoje poprzednie ubranie, które to miała dzisiejszego ranka na spotkaniu w sprawie stażu. W chaotycznym biegu zakładała na siebie spodnie, koszulę, marynarkę i swoje wcześniejsze szpilki, przy okazji nieskładnie tłumacząc przyjacielowi co właśnie się wydarzyło. Moment później już całowała jego policzek na pożegnanie i biegła w stronę wyjścia ze sklepu.
- Zostawię Ci rzeczy pod drzwiami! Trzymaj się Melka!- zawołał jeszcze za nią, gdy w szaleńczym tempie pokonywała odległości, byle tylko, jak najszybciej wydostać się wpierw ze sklepu, a później z samego budynku. 
          Musiała odnaleźć pewnego małego chłopca. Musiała się nim zaopiekować.

~*~

          Biegła na łeb na szyję, nie myśląc wiele, chcąc tylko dostać się jak najszybciej pod wskazany jej adres. Nie obchodziło ją w najmniejszym stopniu to, że musiała wyglądać co najmniej dziwnie, gdy ubrana w tak elegancki sposób, ze szpilkami na stopach, biegła na złamanie karku, w ogóle nie zważając na spotykanych ludzi, których niejednokrotni potrąciła. Ale to nie było ważne. Liczył się tylko Lucas, jej Mały Książę, którego musiała czym prędzej znaleźć.
          Komisariat. Tylko tyle wiedziała, tylko tyle miało w tej chwili znaczenie, nic innego; żaden ból w kostce, potargane włosy, czy serce, które kołatało w piersi w zastraszającym tempie, podczas, gdy jej samej brakowało już tchu, a zaczerpnięcie powietrza było niewyobrażalnie trudnym zajęciem, które wywoływało przeszywający ból w klatce piersiowej. To wszystko było jednak nieistotne, nie w tej chwili.
          Na szczęście udało jej się odnaleźć wskazaną ulicę, i jak jej się zdawało, w stosunkowo szybkim tempie, choć może minęły godziny? Nie miała pojęcia i nie zamierzała zaprzątać sobie tym głowy, rozglądała się tylko nerwowo na boki w poszukiwaniu odpowiedniego budynku. Kiedy jednak w całym swoim roztargnieniu nie mogła go znaleźć, w oczach zatańczyły łzy, rozpaczy, smutku, złości; wiedziała, że to jednak nie czas, ani miejsce na ... Nie może płakać, pod żadnym pozorem. Nie może...
          Wtedy go zauważyła. Niewielki, schowany między większymi, imponującymi kolorem, jak i fasadą kamienicami, które jednak w mniemaniu Amelie wydały się okropne. Nie pasowały bowiem, ani do miejsca, ani do sytuacji, jaka ją tu sprowadziła. Lucas. Bez chwili wahania pchnęła drzwi, by znaleźć się w środku, cały też czas wzrokiem szukając swojego małego podopiecznego. Musiała go znaleźć czym prędzej. Zanim się czegoś dowie, zanim zacznie zadawać nieodpowiednie pytania, zanim pozna prawdę.
- Amelka!- radosny głos małego chłopca, którego jej widok ucieszył się co nie miara, nieco ją uspokoił. Lucas nie wyglądał, jak dziecko, któremu przyszło zmierzyć się z tragedią. Żył w słodkiej nieświadomości, ale tak było lepiej, bezpieczniej. Przykucnęła odruchowo, kiedy malec podbiegł w jej stronę, by ją uściskać na powitanie, zostawiając tym samym swojego wcześniejszego towarzysza, którym był policjant.- Co tutaj robisz? Wiesz Pan Policjant oprowadził mnie po komisariacie. Powiedział, że to taka wycieczka, specjalnie dla mnie. Fajnie, prawda? Też chcesz? Ja mógłbym Ci wszystko pokazać.- Lucas już ujął w swoją drobną dłoń, rękę Amelie, by pociągnąć ją w stronę mężczyzny, który jeszcze nie tak dawno robił za jego przewodnika, nagle jednak oblicze funkcjonariusza z pogodnego, stało się dziwnie surowe. Przeszły ją aż ciarki, bo wiedziała doskonale co to znaczy, choć Lucas zdawał się nie dostrzegać niczego. Ciągnął ją tylko za rękę, choć nie chciała się podnieść, więc w efekcie co pewien czas dało się słyszeć ciche szuranie podeszwy o posadzkę, dźwięk, jaki wydawały jej szpilki.
- Lucas, nie sądzę, by...- mruknęła cicho, przerażona na tyle, że nie wiedziała nawet jak się odezwać. To wszystko było nieprawdopodobne. Narcisse, Lucas, ona, tutaj, policja... To wszystko musiało być tylko jakąś beznadziejnie głupią farsą, albo jeszcze gorszym snem. Nie miało prawa bytu, nie na prawdę. A jednak...
- Pani Morel, czy możemy porozmawiać?- usłyszała zimny głos, który doskonale wręcz komponował się z surowym obliczem mężczyzny i jego pozbawionym wszelkich uczuć spojrzeniem. Chciała mu już wyrzucać ten brak empatii, ale zdała sobie sprawę, że może faktycznie tak jest lepiej. Przynajmniej się tutaj nie rozklei, bo i nie będzie miał jej kto pocieszać, a Lucas pod żadnym pozorem nie powinien widzieć jej zapłakanej. Wtedy byłoby tylko gorzej.
- Mhm. Tak. Oczywiście. Lucas, zajmij się czymś przez chwilę, dobrze?- pocałowała malca w czoło, z czułością przesuwając dłonią po jego włosach, choć chłopiec obruszył się, widocznie chcąc jej dać do zrozumienia, że tutaj w towarzystwie prawdziwych mężczyzn, on czuje się już całkiem dorosły.- Ja zaraz wrócę. Pojedziemy do mnie, coś zjesz, pooglądamy bajki, czy też pobawimy się. Wszystko na co tylko będziesz miał ochotę. Obiecuję.
- Zgoda.- malec uśmiechnął się od ucha do ucha, najwyraźniej wielce zadowolony z takiej perspektywy wieczoru i bez zbędnych pytań puścił dłoń Amelie, by podbiec do najbliższego mężczyzny w mundurze i zaatakować go setką swoich ciekawskich pytań. Słysząc śmiech dorosłego, Amelie mogła odetchnąć z ulgą, jednak skrzywiła się tylko, gdy podniosła się z kucek i ruszyła za policjantem. Czymś całkiem niewyobrażalnym wydawała się jej możliwość śmiania się w tak okropnym miejscu.
- Tędy proszę.
Mężczyzna przepuścił ją w drzwiach, zapraszając gestem dłoni do niewielkiego pomieszczenia oświetlonego irytującym blaskiem świateł jarzeniówek, jednak panienka Morel nie zamierzała narzekać. Nie był to czas i miejsce na to. Posłusznie usiadła więc czym prędzej na wolnym krześle, czekając aż jej towarzysz zrobi to samo, chcąc by skończyło się to jak najszybciej. Chciała mieć już to za sobą. Całą to przykrą rozmowę, z wyjawioną jej bolesną prawdą, z tymi chłodnymi uprzejmościami, które przyjdzie jej usłyszeć, choć doskonale będzie zdawać sobie, że od tej pory nic już nie będzie takie samo. Bo o ile, ona w końcu się pogodzi z tym losem, to Lucas z nagłym zniknięciem matki nie poradzi sobie tak łatwo, ani dobrze. Poza tym, jaki los czekał teraz tego biednego malca? Narcisse nigdy nie wspominała nic o rodzinie, ani tym bardziej ojcu Lucasa.
- Jak już doskonale pani wie, Narcisse Blueberg została oficjalnie uznana za zaginioną, tym samym osierocając chłopca...
- Lucas. On ma na imię Lucas.- wtrąciła nie wiedząc nawet dlaczego, czuła jednak wyraźną potrzebę zaznaczenia, że chodzi tutaj właśnie o Lucasa, nie o któregokolwiek chłopca. To był jej Mały Książę, to zmieniało wiele.
- Oczywiście, Lucas.- mężczyzna niechętnie skinął głową, przyznając jej rację.- To naprawdę przykry fakt, niemniej najważniejsze jest teraz dobro chłopca. Lucasa. Pani Blueberg...
- Pani Blueberg nigdy nie wspominała o żadnej rodzinie.- wtrąciła się w słowo policjantowi, czując rosnący strach o przyszły los chłopca. Pewnie zrobiła się cała blada z tego przerażenia, choć serce waliło jak oszalałe, ale nie to jak wyglądała przecież było najważniejsze.- Nie może go pan tak po prostu oddać komuś, kogo on nawet nie zna. To... to... byłoby okrutne...
- Pani Morel...
- Nie, pan nie rozumie. Tak nie można! To jeszcze mały chłopiec. On strasznie by to wszystko przeżył...
- Ja doskonale wiem...
- Nie, nic pan nie wie! To... to byłaby prawdziwa trauma dla niego. Lucas nie jest gotowy na coś...
- Pani Morel!- na dźwięk podniesionego i wyraźnie podirytowanego głosu mężczyzny, Amelie zamilkła, zdając sobie sprawę, że najwidoczniej o to mu chodziło. Chciał ją uciszyć. Tylko, że on nic nie rozumiał.- Jak pani wspaniałomyślnie pragnęła zauważyć, pani Blueberg nie wspominała ani o rodzinie, ani o ojcu dziecka.
- Więc co z nim teraz będzie?
- Opiekę nad Lucasem,w razie jakiegokolwiek wypadku, pani Narcisse uznała przekazać pani.
- Mnie?- pisnęła wręcz, całkiem zaskoczona z takiego obrotu spraw.- Ale... ale... mnie?...- nie była w stanie zrozumieć, jakim cudem opieka nad Lucasem miała przypaść w udziale właśnie jej. Owszem zajmowała się nim, i to dosyć często, nazywała swoim Małym Księciem, uwielbiała go, ale sprawowanie opieki nad dzieckiem dwadzieścia cztery godziny na dobę to było już coś zupełnie innego. Nie była pewna czy gotowa jest na taką odpowiedzialność. Zwłaszcza teraz, gdy nagle coś w jej życiu zaskoczyło. Studia, kariera, miłość... nie było tutaj czasu, ani miejsca na dziecko. Musiałaby z czegoś zrezygnować, poświęcić coś, a to wymagało odwagi, tak jak i zaopiekowanie się malcem. Ale Lucas...
- Zdaję sobie sprawę, że musi być to dla pani wielki szok, że tak wielka odpowiedzialność spadnie na pani braki, jednak powinna pani wziąć pod uwagę wolę pani Blueberg. Najwidoczniej uważała panią za najlepszą osobę do pełnienia tej roli. Niech pani nie patrzy na mnie z takim przerażeniem, a pomyśli raczej, że to wszystko dla Lucasa. Jego dobro jest tutaj najważniejsze.
          Amelie uśmiechnęła się blado, wiedząc, że mężczyzna ma rację. Nawet jeżeli w jej głowie panował mętlik, nie miała jeszcze pojęcia, jak sobie poradzi z tym wszystkim, jak rozplanuje dzielenie obowiązków i czasu, skinęła tylko głową i podpisała wszystko co podsunął jej policjant pod rękę. Bo jak sam wspominał, to Lucas był tutaj najważniejszy; jego przyszłość, jak i szczęśliwe dzieciństwo.
          Niespełna piętnaście minut później zabrała Lucasa z komisariatu i ruszyła w stronę najbliższego przystanku tramwajowego, by w możliwie najszybszy i najdogodniejszy sposób dostać się do mieszkania. Choć wciąż mocno przeżywała fakt zostania pełnoprawną opiekunką Lucasa, to jednak z całych sił usilnie starała się to ukryć przed malcem. Na szczęście jej brak entuzjazmu i chęci do rozmów rekompensował wesolutki i rozgadany chłopiec, który zdawał się w ogóle nie dostrzegać tego, że z Amelie coś jest nie tak. Słuchała więc wszystkiego co mówił, odpowiadając uśmiechem, w miarę wesołym, ilekroć na nią spoglądał. Może i oszukiwała, albo raczej próbowała to robić, zarówno względem siebie jak i jego, ale to było kłamstwo w dobrym celu.
          Lucas zasnął w podróży, więc zmuszona była wziąć go na ręce i zanieść do mieszkania. Przy okazji przy drzwiach znalazła torbę z rzeczami, które tak usilnie starał się jej dzisiaj wcisnąć Adi, a które porzuciła w amoku w sklepie, gdy zadzwoniono do niej w sprawie Lucasa. Spojrzała z niechęcią na małą krateczkę, w którą opatrzona była reklamówka i z niemałym wysiłkiem schyliła się by ją podnieść, jednocześnie z całych sił mocno trzymając chłopca, by przypadkiem nie spadł. Potem czekało ją jeszcze większe wyznanie w postaci znalezienia klucza i otwarcia drzwi, ale jakimś cudem udało jej się to bez większych komplikacji. Na wejściu rzuciła tylko w kąt torby i poszła, czym prędzej zanieść malca do łóżka, uznając, że opuszczony pokój Evci, od tej pory przynależeć będzie do niego. Nie wyobrażała sobie bowiem, by miała mieszkać w dawnym apartamencie Narcisse. Za dużo tam było wspomnień, za dużo samej Cissy i dawnego życia Lucasa, które od tej pory miało ulec zmianie. Wprawdzie nie zbyt radykalnie, bo przecież chciała oszczędzić mu bólu i wszelkiego zła, jednak uznała, że taka zmiana jest konieczna, chociażby ze względu na nią samą.
          Zajrzała do kuchni, uznając ją za bezpieczne miejsce, gdzie mogłaby znaleźć chwilę wytchnienia i jakoś zebrać myśli. Wzdychając cicho, otworzyła drzwi lodówki. Widok wina i szampana, które przygotowała na dzisiejszy wieczór, wywołały jednak tylko grymas niezadowolenia na jej twarzy. Zwłaszcza, gdy po zerknięciu na zegar, uświadomiła sobie, że przecież Joshua powinien być u niej za niespełna pół godziny. Mieli spędzić ten wieczór razem, w radosnej atmosferze celebrować jej małe zwycięstwo i cieszyć się chwilą, a tymczasem wszystko wyglądało inaczej. Wszystko się psuło.
          Zatrzasnęła drzwi lodówki, czując jak wzbiera w niej złość i żal, przerażenie i rozpacz, względem tego co miało miejsce dnia dzisiejszego, a może jednak dotyczyło to czegoś całkiem innego? W jednej chwili poczuła się tak słaba, bezbronna i całkiem sama, pozostawiona z całą tą odpowiedzialnością, której nie była pewna, czy da kiedykolwiek radę sprostać. Wiedziała jednak, że musi, nawet jeśli się bała. Innej rady nie było.
          Świadoma tego, że Lucas śpi w pokoju, za zamkniętymi drzwiami, odważyła się zapłakać cicho, zakrywając usta dłonią. Z każdą chwilą niewinny płacz przeradzał się jednak w rozpaczliwy szloch, sama Amelie zaś znalazła się na podłodze, oparta plecami o szafkę. Jej drobnym ciałem wstrząsały spazmy płaczu, choć tak usilnie zakrywała usta dłońmi, starając się zachowywać jak najciszej. Lucas spał, więc pod żadnym pozorem nie mogła go obudzić, ani pozwolić by zobaczył ją w chwili słabości. Nie mogła być przecież słaba, miała stanowić jego siłę i oparcie w tym trudnym czasie, ale... 
Dlaczego w życiu nic nie mogło być łatwe? Przecież i tak nie wiodła zbyt poukładanego żywota, nigdy nie wyglądało ono jak jedna z tych czarujących bajek autorstwa Disneya, teraz? Teraz zapanował w nim prawdziwy chaos. A ona sama jedna nie była w stanie sobie z nim poradzić.


[Nędznie,ale... tak oto Amelka ma dziecko. Trochę dramatycznie, ale przynajmniej mam o czym pisać, co w wypadku Amelie jest niewyobrażalnie trudne. Nie przywykłam do prowadzenia uroczych, radosnych i niewinnych postaci, ale dzielnie daję sobie radę :D A teraz, ładnie zapraszam do wątkowania z panienką Morel i jej małym podopiecznym.
PS. Cyzia, mam nadzieję, że może być?]

wtorek, 1 maja 2012

Trochę więcej z życia panienki Morel




Ci Najważniejsi

Rodzina Morel
Patologia w liczbie sztuk 4 + kochana babcia


Joshua Henderson 
Miłośnik Szarlotki, Pan Od Mostów, Jej Pan H.
Narzeczony




Lucas Blueberg
Pięcioletni Mały Książę, Podopieczny panienki Morel,
 co za tym idzie, Hendersona też


Angel Evans
Szalona Kompanka Zabaw, Best Friend Ever



Brandi Jones
Osóbka poza wszelkimi schematami, Brandzia to Brandzia i już



Album (pro)rodzinny


Vanessa Gisele Morel- Pani Matka
Z pozoru bardzo miła i urokliwa kobieta. Z przyjaznym uśmiechem na ustach wpuści Cię do domu, zaproponuje kawę, bądź herbatę, zabawi rozmową, przytoczy anegdotę, zachichocze subtelnie słysząc Twoje żarty. Wzrok jej jednak zawsze pozostanie uważny, przenikliwy, oziębły. To kobieta sukcesu, która gotowa jest do wszystkiego, gdy ktoś stanie jej na drodze. Nie przywykła do przegrywania, czy to na sali rozpraw, czy w życiu prywatnym. Piękna istota z widocznymi zachowaniami apodyktycznymi. Matką idealną na pewno nie jest, ale ponoć kocha swoje dzieci, nawet jeśli trudno to zauważyć.

Renard Francois Morel- Pan Ojciec 
Prawdziwy mężczyzna, zacięty prawnik, a przy tym kochany ojciec, mąż zdominowany przez żonę. O ile świetnie radzi sobie w pracy, będąc jednym z najlepszych prawników w kraju, o tyle w zaciszu domowym okazuje się podporządkowywać żonie. Jednak nie zawsze. W przeciwieństwie do pani Morel, zawsze miał dobry kontakt z dziećmi, choć sprawa z karierą prawniczą Gasparda mocno poróżniła ojca z synem, tak Amelie nadal pozostała córeczką tatusia, nawet jeśli sprzeciwiła się woli rodziców dotyczącej jej przyszłości. W sekrecie przed żoną cały czas posyła córce pieniądze, by nie musiała całkiem być zdaną na własną rękę, żyjąc w Amsterdamie.

Margaux Seraphin Pinion- Matka Chrzestna
Trudno tutaj mówić o ciotce jak z bajki, która wyczaruje piękną karetę z dyni, a myszy zamieni w lokai. Siostra matki Amelie jest kobietą niezależną, zagorzałą prawniczką, miłośniczką mody. Nie często widuje się ze swoją rodziną, będąc nieustannie zajętą troszczeniem się o swoją karierę. Nie znosi dzieci, stąd też nie za bardzo przepada za swoją chrześnicą i jej bratem. Co z tego, że już nie takie małe z nich szkraby? Jej zdaniem wciąż są tą samą dwójką rozwydrzonych bachorów, które z uwielbieniem utrudniały życie każdemu człowiekowi, który postawił nogę w ich domu.

Gaspard Jean Morel- Dziwny Starszy Brat
Kiedyś najlepszy kompan płatania żartów, obecnie zmora, od której musiała się wyprowadzić. Choć w dzieciństwie tworzyli nierozłączną dwójkę, wraz z wspólnym zamieszkaniem w Amsterdamie, wyszło jak bardzo rodzeństwo różni się od siebie. Gaspard choć leniwy, należy jednak do osób wyjątkowo sprytnych, choć przede wszystkim straszny z niego amant. Przez to też niejednokrotnie była wyrzucana nocami z mieszkania, gdy braciszek szykował randkę. Początkowo mogła to znieść i zawsze z ekipa gdzieś wyskoczyć, ale gdy zdarzało się to coraz częściej, Amelie w końcu powzięła w sobie asertywne zachowania i powiedziała, że się wyprowadza. Tak trafiła pod skrzydła wspaniałomyślnej Evci, choć panienkę Morel wciąż dręczą wyrzuty sumienia, jak to Gaspard poradzi sobie bez jej pomocy finansowej, a także parszywego perfekcjonizmu nabytego po matce, który umożliwiał zachowanie w mieszkaniu porządku.

Irene Charlotte Morel- Kochana Babcia Co Wie Wszystko
Przyjaźnie nastawiona do świata artystyczna dusza w postaci starszej kobiety, która cieszy się uznaniem i szacunkiem wśród licznego grona mieszkańców nie tylko samego Paryża, ale także Hagi, Londynu i paru innych ciekawych miejscowości. Poza tym ukochana babcia rodzeństwa Morel, które u niej spędzało zazwyczaj wakacje, przez nią będąc również wychowanym. Obecnie rozwódka, właścicielka pokaźnego majątku i wspaniałego domu położonego na obrzeżach Hagi. Pomimo swojego wieku żarty nadal się jej trzymają, a sprytu ani trochę jej nie ubyło. Wspaniała kobieta, wspaniała babcia, która wciąż troszczy się o to, by jej wnuczęta nie głodowały.

Angel Evans- Szalona Kompanka Zabaw, Best Friend
Blondynka, która pewnego zimowego dnia wytraciła z rąk Amelie stos magazynów dotyczących mody i tak wszystko się zaczęło. Choć stanowi całkowite przeciwieństwo panienki Morel, zarówno pod względem wyglądu, jak i charakteru, to i tak jest jedną z najbliższych jej osób w Amsterdamie. W jakiś magiczny sposób potrafią się porozumieć, ba!, nawet rozmawiać, a jedna drugiej zawsze służy radą i pomocą. Obecnie Angel zajmuje stary pokój Amelie w mieszkaniu jej brata, mówiąc inaczej, jest współlokatorką Gasparda. Oczywiście Amelie niezbyt przypadł ten pomysł do gustu, z wielu powodów, jednak godzi się na wszystko, pod warunkiem, że Angel nigdzie się nie wybiera.

Joshua Henderson- Miłośnik Szarlotki, Pan Od Mostów, Jej Pan H.
Właściciel jednego z ulubionych imion męskich Amelie, którego dziewczyna pomyliła przez przypadek ze swoim znajomym. Z gorliwych przeprosin skończyło się na kawie, rozmowie i spacerze. Potem Amelie napadła pana Hendersona w pracy, przynosząc mu owoc swojego wielogodzinnego wysiłku, której efektem była szarlotka, o dziwo zjadliwa. Suma sumarum, wyszło na jaw, że Amelie zależy na tej znajomości, bo jej zdaniem nie sposób, nie lubić tego architekta. Choć z pozoru poważny, w jej towarzystwie staje się całkiem miłym, przyjaznym i zabawnym osobnikiem.
Nie podlega wątpliwości, że Joshua oczarował panienkę Morel. I to do tego stopnia, że serduszko Amelie bije szybciej, ilekroć mężczyzna jest w pobliżu. Cokolwiek jednak by nie było (choć lepiej, by coś z tego wyszło), to i tak będzie go lubić, nawet jeśli różnią się dość znacząco. Z nikim jednak się tak fajnie nie droczy, nikt nie zna lepszych miejsc w Amsterdamie, nikt lepiej nie gotuje i nikt nie jest tak dobrym słuchaczem.


Lucas Blueberg- Mały Książę, Podopieczny panienki Morel