LISTA POSTÓW

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alex Hermann. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alex Hermann. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 listopada 2012

One time my mom tried to ground me, but that lasted 15 minutes.

Alex
Alexander Hermann
31 stycznia '83
Monachium

* złote dziecko ^ wbrew pozorom nie zjada dziewic na kolacje  ^ ...woli na śniadanie ^ z drogi śledzie, Alex jedzie! ^ nie wiem co zrobić z życiem, pierdolne doktorat z zastosowania piątego palca lewej ręki w koncertach fletowych Glucka ^ mistrz playstation ^ czasem awanturnik, czasem potulna owieczka ^ babciu widziałaś moje tabletki z napisem LSD? Pieprz tabletki! Widziałaś tego smoka w kuchni?! ^ chodzi lisek koło drogi... ^ żaden z niego mroczny skurwiel *


trust me, i'm an engineer


Alex od samego początku nie wiedział ze zrobić z własnym życiem. Pewnie dlatego kończył jednocześnie dwa kierunku i oba równie nienormalne. Został więc dyplomowanym flecistą i równie dyplomowanym inżynierem z zakresu budowy maszyn - obiecał sobie, że kiedyś zbuduje Transformersa i zawładnie światem, wciąż mu nie wyszło. Chwilowo robi doktorat z fletu, choć nie jest pewny czy za miesiąc nie zmieni zdania i nie zostanie hodowcą kur szlachetnego pochodzenia. O kurze marzy od dawna, ale do tej pory nikt nie brał na poważnie jego słów, więc pisał kolejne listy do Mikołaja i rozwieszał je po całym, studenckim mieszkaniu. A propos studenckiego mieszkania - zamieszkują je elementy podobne Alexowi, co zdecydowanie utrudnia bycie normalnym. Alexander by chciał, naprawdę! Ale cóż zrobić, skoro współlokator gania po domu w pelerynie Supermena, a drugi robi tosty pod żelazkiem? I właśnie dlatego młody (?) pan Hermann do normalnych nie należy. Bywa za to miły i sympatyczy, co potwierdzić mogą wszyscy sąsiedzi i wykładowc z obu uczelni (oprócz gościa od Matmy, który do tej pory modli się na jego widok do wszystkich bogów egipskich). Nie zna się na romantycznych momentach, nie rozumie dlaczego ludzie robią problemy i kompletnie nie interesują go plotki na temat tego grubego typa z naprzeciwka. Lubi za to od czasu do czasu usiąść w małej kawiarence i przy mocnej kawie zaczytać się gazecie; taki mały momenty tylko dla niego, którego niestety w domu nie dostanie. Gdyby tylko mógł, spędziłby życie przed PlayStation, ale że nie może to spogląda na nie z nostalgią. Ciężki jest żywot zaganianego człowieka, zwłaszcza wtedy gdy ów człowiek bierze na siebie milion tysięcy obowiązków i o połowie zapomina. Co on by zrobił bez uroczego kalendarza w postaci Własnej i Prywatnej Mrocznej Dziewczyny? Absolutnie nic. Alex naprawdę lubi swoje życie, mimo że dawno-dawno temu dało mu nieźle w kość.



Było nas trzech, w każdym z nas inna krew... Powiadali starożytni Rosjanie. Ich też było trzech, trzech braci Hermann, szturmem podbijający monachijskie szkoły, kluby i ulice! Do czasu, kiedy to szanowny Alex postanowił zostać kaleką i zabić przy okazji jednego ze Świętej Trójki. Nie specjalnie oczywiście, ale przez dobre siedem lat nie dał sobie wmówić, że wypadki chodzą po ludziach a kierowca ciężkarówki, która w nich wjechała był pijany. Nie, niet, nein. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Wciąż ta sama piosenka, wciąż te same grzechy główne. Jak Alex sobie wmówi, to nie ma zmiłuj się! Na szczęście 'terapia' pomogła i po pamiętnym wydarzeniu został mu tylko wózek. Od czasu do czasu wspomina tamtą noc, analizje minutę po minucie to wszystko co się zdarzyło i na nowo zadaje sobie to samo pytanie: Na cholere on brał ten samochód?! Dziś jednak nie ma ochoty strzelić sobie w głowę, dziś tylko uśmiecha się pod nosem i wspomina szereg wspaniałych chwil spędzonych z bratem. Dziś tęskni przeokropnie, ale tęsknota nie dusi jak dawniej. 


Alex bywa uciążliwy, bywa że zabija ludzi dobrym humorem, bywa że wszyscy mają dość jego uroczego wyszczerzu. Bywa, że wpada na głupi pomysł, który chce zrealizować TERAZ, NATYCHMIAST i angażuje w to całe złote towarzystwo. Bywa, że nie rozumie swojej kobiety i wciąż ma wrażenie, że ktoś zapomniał dołączyć do niej instrukcji obsługi. Bywa, że wypije za dużo i śpiewa przez okno serenady, a potem tłumaczy policjantom, że kaleka nie dosięgnąłby do parapetu! Bywa, że mu wierzą, choć ostatnimi czasy coraz rzadziej. Jest prosty w obsłudze, nie wymaga stu procent uwagi i czasem zdarza mu się mieć dość. Kompletnie nie umie gotować, przypala nawet wodę w czajniku elektrycznym. Nikt nie wie jak to się dzieje, nawet sam zainteresowany. Biegle posługuje się serbskim i ukraińskim - kolejny talent nieprzydany w życiu. 



---
Ville Vallo 
Zapraszamy serdecznie! :)